Aktualności / Pod numerem siedem

Pod numerem siedem

Dom Akademicki nr 7, zbudowany na terenie kampusu Uniwersytetu Warszawskiego na Służewcu, powstał jako rezultat przemyślanej polityki inwestycyjnej prowadzonej przez uczelnię. Zaprojektowany przez pracownię Projekt Praga budynek zdobył wyróżnienie w XXIX konkursie Polski Cement w Architekturze.

fot. Nate Cook Photography

Uczelnie wyższe, kierowane przez ludzi słusznie uważanych za elitę społeczną, powinny wyznaczać wzory postępowania w każdej dziedzinie, również w prowadzeniu procesów inwestycyjnych i budowlanych. Jednak patrząc wstecz na ostatnie trzydzieści pięć lat, ze zdziwieniem zauważamy, że dobre praktyki są tu wyjątkiem, a nie regułą. W tym czasie polskie uczelnie publiczne i prywatne rozbudowały się i zmodernizowały. Powstały nowe siedziby wydziałów, bibliotek, laboratoriów i innych obiektów, ale tylko naprawdę nieliczne realizacje można uznać za wartościowe pod względem architektonicznym i takie, które wniosły coś wartościowego do przestrzeni miast. Uczelnie wyższe jako inwestorzy z premedytacją unikają stosowania rozwiązań prawnych, które jako jedyne mogą prowadzić do powstania wartościowego budynku w przestrzeni miejskiej. Mowa o procedurze konkursowej wyłaniania projektów. Podobnie rzecz się ma, gdy mówimy o głębokich modernizacjach, przebudowach i adaptacjach istniejących obiektów do nowych funkcji. Takich inwestycji jest wiele, ale one również nie są traktowane przez zamawiających jako szansa na wyraźne podniesienie jakości uczelnianych przestrzeni i ich otoczenia. Problem dotyczy nie tylko szkół prowincjonalnych, ale, bez wskazywania konkretnych nazw, w zasadzie wszystkich szkół okupujących najwyższe miejsca w rankingach najlepszych uczelni w Polsce. Jeżeli uważać architekturę za część kultury, która urabia gusty i wskazuje wzorce, to dla szkolnictwa wyższego ostatnie dekady są w znacznej mierze stracone. Na tym przykładzie widać, że z życia publicznego kompletnie ulotniła się, licząca już dwieście lat i tak pięknie opisana w naszej literaturze, tradycyjna misja cywilizacyjna polskiej inteligencji, rozumiana jako zobowiązanie moralne. Tym ciekawiej wygląda na nieciekawym tle, wart prawie miliard złotych, wieloletni program inwestycyjny Uniwersytetu Warszawskiego na lata 2016-2027, w ramach którego powstało kilka interesujących obiektów w różnych częściach miasta. Jednym z nich jest Dom Akademicki nr 7, zbudowany na terenie kampusu UW na Służewcu.

fot. ONI Studio

Zanim powstała koncepcja tego obiektu, jak również czternastu pozostałych budów i modernizacji przewidzianych w wieloletnim programie inwestycyjnym na trzech głównych kampusach (przy Krakowskim Przedmieściu z Powiślem, na Ochocie i na Służewcu), uniwersytet stworzył zaplecze intelektualne i eksperckie. W strukturze uczelni została powołana specjalna jednostka, Biuro Innowacji w Przestrzeni Akademickiej (BIPA). Zespół nie zajmował się tworzeniem dokumentów, w których określał „zapotrzebowanie inwestora na kubaturę”. Eksperci z różnych dziedzin analizowali funkcjonowanie uniwersytetu, jego rzeczywiste potrzeby i stojące przed nim wyzwania w kontekście zmian cywilizacyjnych, takich jak zmiana form kształcenia. Przedmiotem analizy były wszechstronne relacje, jakie zachodzą między uniwersytetem a miastem, od zależności urbanistycznych odczytywanych po prostu w kategoriach fizycznych, po mniej uchwytne, a równie ważne czynniki niematerialne. Podkreślano rzecz pozornie oczywistą, a przecież lekceważoną – że życie uczelni ma ogromny wpływ na życie miasta i jego funkcjonowanie, formuje hierarchię społeczną i kształtuje elitę. Badane były warunki pracy i studiowania oraz czynniki ułatwiające współpracę i tworzenie relacji międzyludzkich. Analizowano przyczyny dobrostanu psychicznego lub jego braku u wszystkich, którzy tworzą uniwersytecką społeczność. Działania biura miały charakter partycypacyjny, opierały się na konsultacjach, a brali w nich udział zarówno pracownicy uniwersytetu, jaki i studenci, którzy wypełniali wcześniej przygotowane ankiety. Konkluzje, w formie wytycznych, znalazły się w dokumentach przygotowanych dla procedur konkursowych wyłaniania projektów. W przypadku nowego domu akademickiego ważny był głos samych studentów. Jako ciekawostkę można podać, że na podstawie ankiet udało się żartobliwie opisać pewne charakterystyczne zachowania mieszkańców domów akademickich i zachowania te obrazowo porównano… do różnorodnych gatunków zwierząt, jak pszczoły (przywiązani do miejsca domatorzy) czy jaskółki (traktujący akademik jako przelotne miejsce zakwaterowania). Jeszcze inne zachowania przypisano studentom-niedźwiedziom, kotom czy łabędziom.

fot. Nate Cook Photography

Zadanie, jakie stanęło przed projektantami nowego budynku, polegało na wpisaniu domu w urbanistykę kampusu – lecz z ważnym zastrzeżeniem. Kampus Służewiec składa się obecnie z ośmiu obiektów uniwersyteckich, które, wzięte jako całość, nie tworzą satysfakcjonującej przestrzeni miejskiej. Nie wyczuwa się tu idei porządkującej miejsce. Uczelnia częściowo rozpoczęła, a częściowo dopiero planuje reorganizację kampusu, aby podkreślić miastotwórczą rolę tej swoistej dzielnicy (teren prawie każdej uczelni funkcjonuje jak miasteczko rządzące się własnymi prawami). W planach jest między innymi uwypuklenie głównej osi urbanistycznej założenia, dziś nieczytelnej, oraz przebudowy i modernizacje istniejących budynków wraz z ich otoczeniem. W planach są również wyburzenia mniej wartościowych obiektów. Zarówno akademik, jak zagospodarowanie terenu wokół niego, trzeba widzieć z perspektywy tego, co już istnieje, i tego, co dopiero w przyszłości ma szansę zaistnieć. Dopiero wówczas czytelna staje się centralna część budynku z okrągłym trzonem pełniącym rolę zwornika i dwie przeszklone strefy wejściowe, przez które biegnie główna oś kampusu. Mała dzielnica uniwersytecka na południu Warszawy ulegnie poważnym przekształceniom, a nowy akademik, w perspektywie kilku czy kilkunastu lat, znajdzie się w przestrzeni o wyraźnie zmienionych akcentach i znaczeniach.

fot. Nate Cook Photography

W najbliższym otoczeniu z pewnością nie zmieni się jedno. Akademik został osadzony, bardzo szczęśliwie, w obrębie jęzora bujnej zieleni. Właśnie do tego miejsca sięga cenny przyrodniczo teren, którego źródłem jest potok służewiecki i życiodajny staw. Wystarczy jednak przejść kilkadziesiąt metrów dalej, aby wśród innych budynków zorientować się, że z zielonej aury nie pozostał ślad. Tym cenniejsze wydaje się wydobycie walorów starych drzew, które, zdaje się, opiekuńczymi ramionami otaczają dom od południa. Zbliżając się do budynku, wyraźnie widzimy, że miejsce, całe przedpole, zostało starannie zaaranżowane. Zwracają uwagę różnorodne formy małej architektury, faktury barwionych betonowych posadzek, rodzaje utwardzonej powierzchni; kształty i kolory betonowego umeblowania terenu. Budynek powstał na planie równoramiennego krzyża, więc pomiędzy czterema ramionami uformowały się cztery podobnej wielkości otwarte dziedzińce. Każdy z nich został zagospodarowany w trochę inny sposób. Na dziedzińcu od strony starych drzew powstało miejsce rekreacji z pergolą. Ta ażurowa konstrukcja, minimalnie zacieniająca plac, została osłonięta lekkim betonowym przykryciem o finezyjnej, zygzakowatej formie. Na drugim dziedzińcu powstało miejsce aktywnej rekreacji, z amortyzującą posadzką i dużym pawilonem rowerowni z betonowym daszkiem, który przypomina wielokrotnie zagiętą i rozprostowywaną kartkę papieru. W trzecim dziedzińcu znajduje się rampa zjazdowa do podziemnego garażu. Prozaiczna forma ciężkiego zadaszenia została, jak każdy element wokół budynku, estetycznie opracowana, więc na czerwonym dachu powstał mały amfiteatr z siedziskami. W czwartym dziedzińcu znalazły się pospolite funkcje w rodzaju trafostacji, ale również ta kubatura, zbudowana w najmniej uczęszczanym miejscu, przyciąga wzrok betonową formą i ceglastym kolorem.

fot. ONI Studio

Kierując uwagę na budynek zauważamy, że rozwiązania zastosowane na elewacjach są rzadkością w polskim budownictwie. Mury przyziemia zostały wykonane z wysokich i grubych betonowych prefabrykatów – i znów zaskakuje kolor i faktura tych okładzin. Beżowe segmenty z barwnym kruszywem zostały tak mocno oszlifowane, że wyglądają jak płyty wykwintnego lastriko wyjęte z posadzki bogatego domu i ustawione w pozycji pionowej, jeden obok drugiego (zaznaczmy, że znakomita część przyziemia pozostała przeszklona z uwagi na dostępność zlokalizowanych tam pomieszczeń). Prawie całą architekturę domu podporządkowano rzadko spotykanej palecie barw. Kolorystyczna gama biegnie od beżu i bladego różu, przez pomarańcz, ostrą czerwień po matowy odcień ciemniejszej cegły. W tych kolorach powstały plenerowe betonowe posadzki i mała architektura, fasady budynku, betonowe ściany wewnątrz domu, klatki schodowe i część ruchomego wyposażenia wnętrz. Nie ma tu miejsc kolorystycznie niezaprojektowanych. Rzadko spotyka się budynek, w którym barwy tak świadomie, w tylu odcieniach i odsłonach, prowadzą odbiorcę przez zakamarki domu i jego otoczenia. Kolorowymi przewodnikami po budynku są w większości betony barwione w masie. Jednak elewacje sześciu pięter powstały z całkiem innego, niecodziennego tworzywa. Na jednowarstwową ścianę zbudowaną z bloczków z betonu komórkowego został położony, bez dodatkowej warstwy izolacyjnej, ciężki fakturowany tynk. Nie ma on nic wspólnego z popularną i ulegającą szybkiej degradacji technologią lekką-mokrą. Zastosowana technologia jest trwała. Położony tynk jest gruby, dekoracyjny i był układany ręcznie w taki sposób, w jaki układano ozdobne tynki na kamienicach budowanych w okresie międzywojennym. Wiele fasad z tamtego okresu zachowało się w bardzo dobrym stanie. Metody pracy, wtedy i teraz, były podobne. Rzemieślnik, wyposażony w murarski grzebień z wybranym rozstawem zębów, czesze gęstą masę z góry do dołu wprawnym ruchem ręki. Wysokość zaczesywanej powierzchni jest ograniczona zasięgiem ludzkich ramion, dlatego wcześniej przygotowuje się rysunki pionowych i poziomych dylatacji, z których powstaje kompozycja kwater. Trójwymiarowy tynk czesany w ryfle jest technologią o dużych walorach estetycznych. Na fasadach użyto kilku szablonów o różnych rozstawach zębów, ale różnice nie są widoczne w gotowym tynku. Na ścianach szczytowych akademika, oprócz czesanych kwater, pozostawiono dodatkowo kilka gładkich pól. Wypełniły je, widoczne z dużej odległości, dekoracyjne grafiki-mozaiki w formie reliefu, z identyfikującą dom cyfrą 7. Tego typu kompozycje, sztuka w jedności z architekturą, pojawiały się w niektórych budynkach użyteczności publicznej w latach 60. i 70., ale po zmianie ustroju w Polsce praktycznie przestały być wykonywane.

fot. ONI Studio

Po wejściu do przestronnego holu staje się jasna idea organizująca wewnętrzną przestrzeń. Energia, płynąca z czterech równorzędnych ramion domu, płynie i koncentruje się w centralnie zaprojektowanym wysokim atrium. W samym środku budynku powstały, w stropach kondygnacji, jeden nad drugim, okrągłe otwory, zwieńczone dachowym świetlikiem. Z poziomu parteru widać, że ze względów bezpieczeństwa otwarcia zostały obudowane metalowymi balustradami na wysokość całych pięter. Stalowa konstrukcja wydaje się nie mieć przerw i tworzy coś na kształt ażurowej tuby. To obramienie wewnętrznego dziedzińca bardzo intensywnie wpływa na odbiór całego wnętrza. Z wysokości dachu światło wpada w strzelistą studnię, próbując dotrzeć do holu na samym dole. Pozostając na parterze: podwójnej wysokości przyziemie jest przestrzenią inaczej ukształtowaną niż sześć powtarzalnych pięter. W skrzydłach parteru powstały przede wszystkim miejsca służące wszystkim mieszkańców, takie jak świetlica z aneksem kuchennym, sala sportowa czy wspólna pralnia. Na szczególną uwagę zasługuje świetlica. Jest to duże pomieszczenie, w pełni przeszklone, z południową ekspozycją, z widokiem na stare drzewa i przestrzeń rekreacyjną na zewnątrz. Świetlica z aneksem kuchennym, skromnymi meblami i półkami na książki, przypomina funkcjonujące niegdyś kluby osiedlowe, domy kultury i czytelnie, jakie działały w parterach budynków albo w pawilonach na osiedlach z wielkiej płyty. Zdecydowanie jest w tym klimat lat 70., co skłania do pewnych refleksji. Młodsze roczniki architektów, do których zalicza się pracownia Projekt Praga, chyba nie patrzą na tamte czasy wyłącznie negatywnie, jak pokolenia wchodzące do zawodu w latach 90. i później, gdy wszelkimi siłami starano się odciąć od tak zwanego szarego dziedzictwa PRL. Prawdopodobnie tym, co przyciąga młodsze pokolenia do architektury PRL-u powstającej po 1956 roku, jest idea wspólnotowości, która przynajmniej teoretycznie przyświecała wielu modernistycznym realizacjom z tamtego okresu.

fot. Nate Cook Photography

Codzienne życie lokatorów toczy się na sześciu powtarzalnych piętrach. W czterech skrzydłach budynku zostały zaprojektowane segmenty mieszkalne z pokojami (dwu- i jednoosobowymi). Z krótkiego korytarza wchodzimy do strefy zamieszkałej przez nie więcej niż osiemnaście osób, tworzących grupę sąsiedzką. W ramach grupy pokoje zostały połączone w pary; każda para pokoi ma własną, małą strefę wejściową i własny, mały aneks kuchenny. Projekt wnętrz mieszkalnych był integralną częścią projektu architektonicznego budynku; został zintegrowany z układem ścian wewnętrznych i rytmem okien na fasadach, aby wnętrza były ergonomiczne. W nieduże pomieszczenia wbudowano łóżka i zestawy meblowe z szafami, biurkami, krzesłami i regałami. W tym przypadku widać, jak ważne jest zintegrowanie ze sobą wszystkich warstw konstrukcyjnych i funkcjonalnych w obiekcie. Ustawność pokoi nie bierze się sama z siebie, trzeba ją umiejętnie wypracować. Z przestrzeni prywatnych szybko przechodzi się do części wspólnych. Na wszystkich piętrach powstały galerie, wokół wielopoziomowego atrium, które jest sercem budynku. Przy galeriach znajdują się pokoje do pracy i nauki, ale przede wszystkim wielkie kuchnie z jadalniami, które, jak można się domyślić, w życiu studenckim pełnią rolę iście królewskich salonów. Jak wiadomo, nie ma bardziej integrującego pomieszczenia niż kuchnia i bardziej budującej relacje czynności niż przygotowywanie wspólnych posiłków… Kuchnie zostały zaprojektowane z zamiłowaniem do tematu. Są wielkie, w pełni wyposażone, całkowicie przeszklone i bardzo wysokie (dwukondygnacyjne, z wyjątkiem pomieszczenia na ostatnim piętrze). Projektowanie wnętrz dla gastronomii było niegdyś ważną częścią działalności Projektu Praga, nie dziwi więc, że miejsca zaaranżowali kompleksowo i ze znawstwem. W całym akademiku panuje atmosfera domowości; jest tu przytulnie, miło się mieszka. Może więc komuś przyjść do głowy przewrotna myśl, czy rozwiązania nie powstały na wyrost, ponad potrzeby studentów, którzy potrafią żyć w spartańskich warunkach i wspominają je z rozrzewnieniem przez całe życie. Przecież deficyt miejsc w domach studenckich we wszystkich ośrodkach akademickich jest tematem stale aktualnym. Czy zatem dom nie jest zbyt luksusowy? Jednak nie. Wbrew pozorom nie ma tu rozwiązań z naddatkiem, sztuczne podnoszących status miejsca. Akademik nie jest, jak to się mówi, „prestiżowy”. Wrażenie niecodzienności wynika stąd, że patrzymy na cały zestaw rozwiązań, które ktoś starannie przemyślał i zaprojektował – od otoczenia, przez koncepcję bryły, program funkcjonalny, hierarchię wnętrz, aż po detale, meble i sławną już kolorystykę. Dzięki temu dom akademicki jest czymś więcej niż motelem z drzwiami do pokojów po obu stronach białego korytarza. W tym sensie rzeczy zwyczajne, ale od początku do końca przemyślane i zaprojektowane, mogą wydawać się dziwnie elitarne.

fot. ONI Studio

Architekturę godną wyższej uczelni i zarazem miastotwórczą można otrzymać stosując procedurę konkursową wyłaniania projektu, gdzie ocenie podlegają kryteria jakościowe (jest to conditio sine qua non – warunek konieczny dobrego rezultatu, lecz niewystarczający). Inne procedury mają na celu ominięcie formuły konkursu, uważanej za pracochłonną, droższą i żmudną. W innej procedurze zamawiający czasem wprowadza i bierze pod uwagę kryteria jakościowe, ale zasadniczo jej sens można w prostym języku opisać zdaniem: „proszę narysować dziesięć tysięcy metrów pokoi, korytarzy, schodów i toalet”. Ambicje instytucji kształcących przyszłą elitę kraju z pewnością powinny być wyższe. Cieszy, że zarówno władze Uniwersytetu Warszawskiego, jak również architekci, stanęli na wysokości zadania i obronili dobre imię wyższej uczelni jako bardzo poważnego inwestora publicznego.

Paweł Pięciak

fot. Nate Cook Photography

Akademik UW przy ul. Sulimy 4
Zespół projektowy: Projekt Praga – Karolina Tunajek, Marcin Garbacki, Jacek Wochowski, Patrycja Arasim, Agata Bonisławska, Bartek Dudziński, Damian Kasperowicz, Katarzyna Krokos, Malwina Mąka, Joanna Ryżko, Kinga Rzeplińska, Zuzanna Sprogis, Zofia Stachura, Michał Sztolcman
Konstrukcja: PF Projekt
Architektura krajobrazu: PASA Design
Identyfikacja wizualna: Alina Rybacka i Wojtek Staniewski
Realizacja: Mota-Engil Central Europe
Powierzchnia całkowita: 13 000 m2
Powierzchnia użytkowa: 10 250 m2
Projekt konkursowy: 2019 (I nagroda w konkursie architektonicznym)
Realizacja: 2024

fot. ONI Studio

W budynku powstało 138 jednostek mieszkalnych dla 382 osób, w tym 370 studentów i 12 pracowników naukowych. Dominują dwupokojowe segmenty typu 2+2 i 1+1, rozlokowane na sześciu piętrach w czterech skrzydłach budynku. Wśród nich znajduje się 16 pokoi dostosowanych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. W przyziemiu powstały jednoosobowe pokoje dla pracowników naukowych (podwójnej wysokości, z antresolą). Obiekt zbudowano w standardowej konstrukcji monolitycznej, ale parter budynku powstał w oparciu o inny układ konstrukcyjny niż sześć powtarzalnych pięter. Konstrukcja parteru jest układem otwartym, opartym na kolumnach. Natomiast dla optymalnego rozplanowania pomieszczeń na kondygnacjach mieszkalnych najlepsza okazała się konstrukcja oparta na żelbetowych ścianach-tarczach. Aby pogodzić ze sobą dwa całkiem odmienne ustroje konstrukcyjne (parteru i pięter), nad parterem został wylany półmetrowej grubości żelbetowy strop transferowy. W efekcie w strefie mieszkalnej nie ma żadnych belek ani pilastrów, które mogłyby utrudniać aranżację niewielkich pokoi, a słupy stoją jedynie w strefie centralnego świetlika.

Galeria Zdjęć