Aktualności / Tatry i beton

Tatry i beton

Rozmowa z arch. Wojciechem Gajewskim z pracowni POLE Architekci. Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia, zbudowane u wylotu Doliny Kościeliskiej, zdobyło nagrodę specjalną w XXVIII konkursie Polski Cement w Architekturze.

– Pytanie powinno być zadane inwestorowi, ale skorzystam z Pana obecności. Jaki jest sens budowana czegokolwiek w Dolinie Kościeliskiej? Jest to miejsce niepowtarzalne, wyjątkowe, doskonałe, które niczego, żadnego ożywiania, nie potrzebuje…?

– Miejsce, w którym powstało Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia, jest pograniczem. Znajduje się bardziej przy drodze i zabudowie wsi Kościelisko niż w parku narodowym. Przez wieś przechodzi bardzo ruchliwa droga, uciążliwa i wiecznie zakorkowana wylotówka z Zakopanego. Od drogi do wejścia do budynku mamy 50 metrów, więc obiekt jest praktycznie przy drodze. Na pewno nie zaburza fauny i flory tatrzańskiej. W obszary Natura 2000 jest wpisana funkcja edukacyjna. Inwestorem TAPZ był Tatrzański Park Narodowy. Umówmy się, że TPN jest ostatnią instytucją, która by pozwoliła zbudować coś takiego, gdyby były wątpliwości. Każdy, kto miał do czynienia z TPN i chciał coś zrobić w parku wbrew naturze, wie, że pracują tam ideowi ludzie, dla których ochrona przyrody jest najważniejsza. TAPZ powstał, ponieważ uznano, że ważna jest edukacja. Budynek i wystawę ma szansę zobaczyć wielu turystów, ponieważ znajduje się w bardzo uczęszczanym miejscu. Sytuacja byłaby inna, gdyby taka wystawa powstała w kubaturowym budynku w Zakopanem. Chciałbym, żeby nasz budynek był głosem w dyskusji, jak powinna wyglądać współczesna architektura nie tylko na Podhalu, ale w miejscach silnie regionalnych, mających własną mocną tożsamość architektoniczną.

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Jak zaczęła się przygoda pracowni POLE Architekci z Tatrzańskim Archiwum Planety Ziemia?

– Pochodzę z Zakopanego, moi wspólnicy z Krakowa, a biuro założyliśmy w Warszawie. Na początku naszej działalności Tatrzański Park Narodowy zlecił nam przygotowanie projektów koncepcyjnych kilku obiektów, które z różnych przyczyn, jak brak finansowania, jednak nie powstały. Projekt TAPZ powstał w ramach większego przedsięwzięcia, jakim miały być centra edukacji przyrodniczej położone poza Zakopanem, na granicy parku narodowego, działające jako swego rodzaju edukacyjny filtr. Turyści, idąc w góry, mogliby wejść do takiego centrum, dowiedzieć się czegoś o środowisku, przyrodzie, historii, zorientować się, na czym te góry polegają i dopiero potem rozpocząć wycieczkę. Jako zakopiańczyk wiele razy byłem w Dolinie Kościeliskiej. Jest to druga najczęściej odwiedzania dolina tatrzańska, ale przyznam się, że nie miałem tej wiedzy, jaką teraz można zdobyć dzięki wystawie w TAPZ. Dolina Kościeliska jest jedną z najciekawszych dolin, jeśli chodzi o zjawiska krasowe i całą geologię. Budynek sam w sobie stanowi atrakcję. Turyści, zwiedzając, pytają, dlaczego jest pod ziemią; pytają o beton przypominający skały. Wystawa zupełnie inaczej by funkcjonowała w budynku wolnostojącym w mieście. My łączymy przeżycia edukacyjne z poznawaniem atrakcyjnego obiektu i pójściem w góry. Wycieczka w Dolinę Kościeliską jest swego rodzaju kontynuacją zwiedzania, ponieważ oglądamy na żywo rzeczy, o których przed chwilą czegoś się dowiedzieliśmy. Wtedy wszystko układa się w całość i ma sens.

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Z jakimi tematami musieliście się mierzyć, projektując duży budynek na granicy przysiółka Kiry i wejścia do tatrzańskiej doliny?

– Gdy zobaczyłem wytyczne inwestora, że obiekt ma mieć ok. 1000 mkw. i ma powstać na terenie parku narodowego, wyobraziłem sobie wielką kubaturę i byłem pewien, że to się nie uda. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego obejmuje działki w przysiółku, gdzie zaczyna się Dolina Kościeliska. Plan pozwalał na… 35 mkw. powierzchni zabudowy. W związku z tym skorzystaliśmy z przepisu, że do powierzchni zabudowy nie jest wliczana kubatura podziemna. Po konsultacjach z wydziałem architektury w Zakopanem nasz pomysł schowania wszystkiego pod ziemią został zaakceptowany. Budowanie na Podhalu i do tego w parku narodowym było wyzwaniem, również dla mnie prywatnie, ponieważ tamtejsza opinia publiczna żywiołowo omawia i ocenia wszystko, co powstaje. Czułem odpowiedzialność i stres. Obawiałem się również problemów związanych z budowaniem w dolinie, z wysokim poziomem wód gruntowych, z deszczem i śniegiem. Krótko mówiąc – same trudności, zwłaszcza że w naszym projekcie prawie wszystkie detale są autorskie, nie ma zbyt wielu rozwiązań systemowych. Poza tym były osobne przetargi na projekt budynku i projekt wystawy, w który zaangażowano wielu doświadczonych specjalistów, m.in. z Akademii Górniczo-Hutniczej. Ze względów organizacyjnych te dwie sprawy szły równolegle, scenariusz wystawy się zmieniał, więc koordynacja była niemożliwa. W pewnym sensie musieliśmy zaprojektować budynek uniwersalny, który przyjmie każdą wystawę.

– Mamy więc unikalną lokalizację, przy czym słowo „unikalna”, często nadużywane, idealnie odnosi się do miejsca, o którym mowa. Jakie miało to konsekwencje dla architektury?

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Idea była prosta. Założyliśmy, że poziom terenu oddziela dwa światy, architektury współczesnej i architektury tradycyjnej. Wszystko, co w górę od poziomu zero, zostało zaprojektowane w charakterze architektury lokalnej, a wszystko co poniżej można nazwać architekturą współczesną. Nasz drewniany domek, gdzie znajduje się winda dla niepełnosprawnych, został zrobiony ze starych bali, a więc z recyklingu. Ma znamiona architektury nie tyle witkiewiczowskiej, co góralskiej, czyli chat, jakie dawniej stały na tatrzańskich halach. Jeśli chodzi o poziom od zera w dół, jest to architektura współczesna, z betonu wylewanego przy użyciu specjalnych szalunków, matryc przypominających lokalne skały osadowe, charakterystyczne dla Doliny Kościeliskiej.

– Charakterystycznym elementem TAPZ są ściany, które sprawiają wrażenie, że zostały wykute w skale. Osoby nieobeznane z budownictwem mogą być zaskoczone, że budynek powstał z betonu.

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– W elementach konstrukcyjnych i wykończeniowych, wewnątrz i na zewnątrz, do betonów zastosowaliśmy szalunek specjalny Reckli Cheyenne. Pierwszym naszym pomysłem był beton wylewany warstwowo, który miał nawiązywać do warstw geologicznych Ziemi. Widziałem w Szwajcarii wiele budynków wylewanych warstwami po 30-40 cm, gdzie każda z warstw miała trochę inną barwę. Pomysł był jednak zbyt nastawiony na geologię, która jest tematem wystawy, a nam bardziej zależało, żeby zwrócić uwagę na lokalność, na miejsce, w którym się znajdujemy. Drugim powodem rezygnacji z technologii betonu warstwowego był dostęp do betonu. Pierwsze porządne betoniarnie znajdują się dość daleko. Po analizie przeprowadzonej ze specjalistami doszliśmy do wniosku, że beton warstwowy, taki jaki byśmy chcieli, będzie trudny do uzyskania. W związku z tym zmieniliśmy technologię na szalunek specjalny. Zaraz powyżej budynku TAPZ widać skałę, która nazywa się płaszczowina choczańska i występuje tylko w Dolinie Kościeliskiej, nigdzie indziej. Chcieliśmy nawiązać do tej skały. W budynku mamy dwa rodzaje ścian wylewanych na miejscu. Wewnątrz są ściany konstrukcyjne z odbiciem szalunku, które stanowią tło dla wystawy. Na zewnątrz powstały trójwarstwowe ściany z izolacją termiczną. Dwudziestocentymetrowa warstwa z odbiciem szalunku wisi na hakach ze stali nierdzewnej. Nie korzystaliśmy z prefabrykatów. W trakcie budowy musieliśmy rozwiązać poważny problem. Budżet był ograniczony, dlatego mogliśmy skorzystać tylko z siedmiu sztuk niepowtarzających się matryc. Każda z tych siedmiu sztuk była używana wielokrotnie. Wyzwaniem było, mając do dyspozycji niewiele matryc, układanie ich obok siebie w taki sposób, żeby tworzyły efekt przypominający naturalną skałę. Chodziło o uniknięcie wrażenia, że wzór na ścianach powtarza się w regularnym rytmie, jak na kafelkach w łazience. Uniknęliśmy tego. Widziałem zagraniczne realizacje, gdzie popełniono ten błąd i efekt nie był dobry.

– Z jakimi problemami trzeba się mierzyć, budując na samym przedpolu Tatr?

– Wyzwaniem było budowanie pod ziemią, do którego została wykorzystana technologia betonowania podwodnego. Widok zalanego wykopu w górach, gdzie nurkowe wskakują do basenu z wielką rurą i pod wodą leją beton, był bardzo ciekawy. Ludzie pytali, czy park narodowy buduje basen. Było głębokie palowanie na siatce 2,40 m na 2,40 m, żeby budynek bardziej osadzić w ziemi, żeby nie odpłynął. Początkowo badania wykazały, że na pewnej głębokości jest skała, do której będzie można się kotwić. Okazało się, że skały nie ma. Na początku miałem nawet pomysł, robiąc wykop, że wyciągniemy na powierzchnię wielką skałę i postawimy ją we wnętrzu gotowego budynku. Okazało się, że największą skałę można było podnieść i włożyć do bagażnika samochodu. Nie było wielkich elementów skalnych, jakich się spodziewaliśmy. Dolina jest stroma, v-kształtna, więc pale były zabezpieczeniem, kotwiąc budynek. Problemem w tym miejscu jest przede wszystkim woda, śnieg i niebezpieczeństwo zalania obiektu, ponieważ prawie wszystko znajduje się na poziomie minus 1. Można powiedzieć, że szerokie schody i otwarcia w poziome terenu funkcjonują jak zbiorniki gromadzące wodę, więc ryzyko zalania jest duże. W związku z tym powstał duży zbiornik retencyjny, a oprócz niego mamy pompy i agregaty na wypadek braku prądu.

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Widok z lotu ptaka ukazuje dach w formie zielonej łąki, przebitej kompozycją dużych i małych otwarć prowadzących w głąb ziemi. Według jakiej zasady powstały otwarcia?

– Otwarcia powstały przede wszystkim dlatego, aby podkreślić najważniejsze elementy budynku, takie jak główne wejście czy doświetlenie sali wystaw czasowych. Otwarcia są także po to, żeby w czasie zwiedzania raz na jakiś czas mieć kontakt ze światem zewnętrznym. W Dolinie Kościeliskiej znajduje się najwięcej jaskiń w całych Tatrach. W jaskiniach czasem natrafia się na miejsca, gdzie wpada światło, co tworzy super efekt. Jedno z otwarć w TAPZ jest wodospadem albo fontanną i pokazuje rolę wody w zjawiskach krasowych. Ściana z betonu jest lekko pochylona, woda płynie po tej skale, mamy efekty dźwiękowe i świetlne. Chodziło o uzyskanie efektu jaskiniowego, z udziałem płynącej wody. Główne wejście do TAPZ, zgodnie z wytycznymi, ma formę wielkich schodów, niemal miejskich. Wejście musiało być wyraźnie zaznaczone i jest bardzo widoczne, gdy stoi się blisko budynku. Jednak zdjęcia robione z dalszej odległości pokazują, że wejścia prawie nie widać i to był pożądany efekt. Pojawiło się ciekawe zagadnienie odśnieżania tak dużych schodów. Schody są podgrzewane, ale tylko w czterometrowym pasie na środku. Na całej reszcie może leżeć śnieg, który powoli topnieje. Drugie największe otwarcie ma kształt koła i znajduje się od strony rzeki. Jest tam sala wystaw czasowych, bardzo potrzebna w działalności parku i w ogóle w Zakopanem. Sale wystaw stałych w TAPZ były na tyle kosztowne, przemyślane, angażujące i dopracowane, że będą istnieć bez zmian, ale potrzebne było miejsce na wystawy czasowe, żeby budynek żył nie tylko jedną wystawą. Ta sala ma własne wielkie otwarcie i może działać niezależnie od reszty budynku.

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Czy podczas budowy Tatrzańskiego Archiwum Planety Ziemia dowiedział się Pan czegoś nowego albo czegoś nauczył, jeśli chodzi o beton?

– Wiele osób, które interesują się betonem, wie nawet pobieżnie, że trudno jest wylać beton o tym samym kolorze w tym samym miejscu jeden obok drugiego. Ma na to wpływ temperatura, mieszanka i wiele innych czynników. Czasem wykonawca nie ma żadnego doświadczenia z betonem architektonicznym. Gdy wpisujemy beton architektoniczny w projektach, nieraz spotyka się to ze śmiechem, bo mieszanki, jakie są opisane w naszych specyfikacjach, potrafią zrobić tylko topowi wykonawcy. Muzeum Wojska Polskiego czy Muzeum Sztuki Nowoczesnej to przykłady majstersztyku wykonawczego. Chyba nie da się lepiej wykonać betonów. My musieliśmy walczyć o estetykę TAPZ, ponieważ wykonawca nie miał dużego doświadczenia w tego typu realizacjach, a inwestor zawsze, jak wiadomo, ma stres związany z budżetem, z terminami i z odbiorami. Terminy były praktycznie nieprzekraczalne ze względu na dofinansowanie z UE. TPN jest odważnym inwestorem, biorąc pod uwagę, że każde jego działanie jest gwałtownie komentowane w Zakopanem, ale park narodowy na co dzień nie zajmuje się budowaniem. Jako architekci mamy do czynienia z deweloperami, którzy mają doświadczenie, bo wiele rzeczy zbudowali. Dla TPN było to wielkie wyzwanie. Szczerze mówiąc, byłoby to wyzwanie nawet dla kogoś, kto na wykonawstwie zna się bardzo dobrze.

– Mówi Pan, że trudno jest dopilnować, aby betony wylewane w kolejnych partiach były podobne do siebie. Czy w TAPZ się udało?

– Tak, ponieważ szalunek specjalny był na tyle zróżnicowany, na tyle głęboki i na tyle różnorodny, że pewne niedociągnięcia, nawet jeśli się pojawiły, są albo niewidoczne albo mogą być traktowane na plus. Beton wygląda naturalnie. Użyty przez nas szalunek był specyficzny i rzadko stosowany. W strukturze szalunku w najgłębszych miejscach jest około 40 mm różnicy między licem a najgłębszym elementem. Niektórzy myślą, że to w ogóle nie jest beton. Na ścianach światło i woda układają się w taki sposób, że wygląda to naturalnie. Przed rozpoczęciem budowy miałem pewne wyobrażenia na temat betonu. Chciałem, żeby beton wyglądał tak, jak ściana szczelinowa zalana w bardzo głębokim wykopie. Wtedy ziemia robi w strukturze betonu charakterystyczne odbicia. Znałem to z własnego doświadczenia, projektując kiedyś budynek w Warszawie, który miał bardzo głębokie ściany szczelinowe i podobna struktura niespodziewanie była widoczna na zewnętrznych ścianach garażu podziemnego, na poziomach minus 2 i minus 3.

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Dlaczego w TAPZ nie ma kamienia, który historycznie był, obok drewna, najbardziej naturalnym materiałem budowlanym na Podhalu?

– W planie miejscowym jest zakaz stosowania otoczaków granitowych, czyli tego, co znajduje się wokół budynku i w potoku. Był też ważniejszy powód. Robienie kamiennej podmurówki miałoby strukturę bardzo budowlaną. Kamień trzeba by układać z małych elementów, na płasko, z jakimiś podziałami. Wyglądałby dużo mniej naturalnie niż skała. W przypadku betonu nie widać podziałów. Beton o wiele lepiej komponuje się z naturalną skałą, którą widać nad budynkiem, za potokiem. Efektu jednolitej skały nigdy bym nie osiągnął z płyt kamiennych. Paradoksalnie, efekt, jaki osiągnęliśmy, jest w odbiorze bardziej naturalny niż sam materiał, czyli beton. Z naturalnego kamienia efekt byłby sztuczny, można powiedzieć, tandetny.

– Jesteśmy na Podhalu, miejscu z najbardziej wyrazistą architekturą regionalną w Polsce. Jak w tym kontekście nazwałby Pan architekturę TAPZ?

Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia (fot. Filip Bramorski)

– Od poziomu zero w górę typową podhalańską, od zera w dół raczej architekturą współczesną. Staram się nie łączyć tych dwóch rzeczy. Gdy mam zrobić coś współczesnego, robię współcześnie, a gdy mam zrobić coś historycznego, będzie to renowacja albo próba odbudowy. Osobiście razi mnie moda polegająca na tym, że próbuje się zmieniać góralską chatę w nowoczesny dom na dwadzieścia tysięcy sposobów, inaczej przeciąć okap, inaczej ułożyć bale. A przecież architektura góralska opiera się przede wszystkim na logice i prostocie, z której wyszła fajna estetyka. Nie mówię o Witkiewiczu, który jest przede wszystkim dekoracyjny. Myślę o architekturze u podstaw, niezdobionej i niesnycerskiej, tylko funkcjonalnej, która sama w sobie jest prosta i wykorzystuje lokalne materiały. Jest w tym jakieś piękno. Przeprowadziłem się do Warszawy 15 lat temu, ale wychowałem w Zakopanem, więc to ma na mnie wpływ. Budynek TAPZ jest połączeniem doświadczeń moich, moich wspólników z południa Polski, i wiedzy zdobytej poza regionem.

– Czy w architekturze udaje się Panu przemycać wartości, na których szczególnie Panu zależy?

– Zawsze chciałem, żeby nasza architektura była w jakiś sposób charakterystyczna albo nietypowa. Każdy architekt powie, że chciałby, żeby architektura była zgodna z miejscem, z regionem, z tym, co się dzieje dookoła, z tożsamością. Wszyscy to powtarzają. W rzeczywistości bardzo trudno jest nam i innym to osiągać. Każdy mówi, że powinno się budować z naturalnych materiałów, ekologiczne i tak dalej. Dla mnie najbardziej inspirująca jest architektura szwajcarska i skandynawska. Jest tam dbałość o detal, dbałość o ponadczasowość budynków i dbałość o jakość w każdym aspekcie, czyli dokumentacji projektowej, prowadzenia budowy, trwałości budynków. W tej architekturze jest coś takiego, że pieniądze wydaje się dokładnie tam, gdzie trzeba. Nie chodzi wcale o koncentrację dużych pieniędzy, tylko o koncentrację uwagi na sprawach naprawdę istotnych na wszystkich etapach planowania, projektowania i realizacji.

– Dziękuję za rozmowę.

Paweł Pięciak

POLE Architekci to warszawska pracownia prowadzona od 2015 roku przez Wojciecha Gajewskiego, Łukasza Gniewka i Bartłomieja Popielę. Wszyscy uczyli się na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Bartłomiej Popiela studiował również na Politecnico di Milano, a Łukasz Gniewek na Uniwersytecie w Tennessee. Architekci zdobywali doświadczenie zawodowe pracując w biurach polskich i zagranicznych, m.in. w Amsterdamie i Nowym Jorku. Wybrane projekty pracowni: budynek apartamentowy La Scala przy ul. Madalińskiego w Warszawie, budynek wielorodzinny przy ul. Słowiańskiej w Warszawie, budynek apartamentowy przy ul. Potockiej w Warszawie, dom Bookworm Cabin w Adelinie pod Warszawą, wielorodzinny budynek mieszkalny przy ul. Ceramicznej w Warszawie, budynek mieszkalny przy ul. Kosynierów w Markach, Tatrzańskie Archiwum Planety Ziemia w Kościelisku, Centrum Wsparcia Rodzin „Nasz Dom” w Zakopanem.

POLE Architekci (od lewej): Wojciech Gajewski, Łukasz Gniewek, Bartłomiej Popiela (fot. POLE Architekci)

Galeria Zdjęć