Aktualności / Duch cywilizacyjnego optymizmu

Duch cywilizacyjnego optymizmu

Modelowe osiedle mieszkaniowe Nowe Żerniki we Wrocławiu zostało zaprojektowane jako forma sprzeciwu świadomych architektów wobec upadku planowania przestrzennego w Polsce i degradacji idei mieszkania w masowym budownictwie deweloperskim. Budynek biurowy WUWA Point, zaprojektowany przez Maćków Pracownię Projektową, jest obiektem, który uzupełnia osiedle o wysokiej jakości miejsce pracy. Obiekt zdobył II nagrodę w XXIX konkursie Polski Cement w Architekturze.

fot. Maciej Lulko

Wśród prawdziwych, półprawdziwych i przesadnych oskarżeń, jakie bywają wysuwane wobec polskiego systemu gospodarczego, oskarżenie o rozpad planowania przestrzennego i chaos w masowym budownictwie mieszkaniowym wydają się bardzo dobrze uzasadnione. O przyczynach tej sytuacji, jej kolejnych etapach i nieodwracalnych skutkach napisano wiele, nadmieńmy więc tylko, że do bezładu urbanistycznego w miastach doprowadziła przede wszystkim wiara w regulacyjną moc wolnego rynku i idące w ślad za nią rozmontowanie złożonego systemu instrumentów prawnych, dzięki którym w ogóle jest możliwe planowanie rozwoju miasta jako złożonego organizmu. Przykładowym, jednym z wielu, elementem systemu są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, które w Polsce zostały uchylone ustawą z 2003 roku. Spowodowało to pustkę prawną i przyczyniło się do chaosu przestrzennego. W kolejnych latach gminy mozolnie uchwalały nowe miejscowe plany, które (jak pokazała praktyka), okazywały się spóźnione wobec już zaistniałych niekorzystnych zjawisk, a w wielu przypadkach nawet nie pełnią roli mądrego regulatora przestrzeni. Nie wnikając w tematy polityczno-prawne zaznaczmy jedynie, że w konsekwencji wielkie inwestycje w polskich metropoliach, wpływające na funkcjonowanie miast dosłownie we wszystkich aspektach, powstają najczęściej w oparciu o niesławne, intelektualnie ubogie „decyzje o warunkach zabudowy”. Wolny rynek doprowadził do bezprecedensowego w całej historii ludzkości rozwoju cywilizacji technicznej i do wzrostu dobrobytu całych społeczeństw. Jednocześnie nawet najwięksi zwolennicy wolnego rynku, jak wybitny amerykański ekonomista Milton Friedmann, wyłączali planowanie przestrzenne z obszaru wolnej gry rynkowej. Jedną z konsekwencji zaniechania planowania przestrzennego w Polsce było wyrzucenie idei „dobrego zamieszkiwania” całkiem poza nawias intelektualnej refleksji i poza codzienną praktykę projektowania mieszkań.

fot. Maciej Lulko

Tymczasem nad fundamentalnymi pytaniami „co znaczy dobrze mieszkać i czym jest dobrze zaprojektowane mieszkanie?” z powagą pochylali się architekci, społecznicy, socjologowie, urbaniści, lekarze i przedstawiciele innych nauk w pionierskim okresie rewolucji modernistycznej. Dyskusja była prowadzona również w postępowych sferach intelektualnych II Rzeczpospolitej, wreszcie w Polsce Ludowej. Zmęczenie, jakie budził ten ostatni system w końcowym okresie swojego istnienia, nie wynikał z braku intelektualnej refleksji nad rozwojem mieszkalnictwa. Krytyka socjalistycznego budownictwa wynikała raczej z tego, że plany prawie nigdy nie były do końca realizowane, urbanistyka osiedli pozostawała niedokończona lub porzucana, a technologia, materiały budowlane i wykonawstwo były coraz gorsze. Z kolei w III Rzeczpospolitej rola architektów projektujących budynki mieszkalne została sprowadzona do roli podrzędnej wobec nowych ekonomicznych sił. Skoro państwo i samorząd w ogóle porzucili temat mieszkalnictwa, główną organizacyjną rolę w rozwoju przestrzennym osiedli i miast przejęli „producenci mieszkań”. Skutki są znane. Powstają monokultury mieszkaniowe o bardzo dużej intensywności zabudowy (zjawisko PUM-izmu), z fatalnymi układami mieszkań. Powstają grodzone osiedla bez wcześniej wytyczonej sieci drogowej, logicznej komunikacji wewnętrznej, bez dostępu do komunikacji publicznej, bez funkcji usługowych i infrastruktury społecznej jak szkoły, żłobki, sklepy, przychodnie zdrowia czy ośrodki kultury. Obchodzenie przepisów prawnych powoduje, że „apartamentami” nazywa się lokale mniejsze niż kawalerki, w zasadzie nienadające się do stałego zamieszkiwania. Budownictwo rozlewa się w kierunku przedmieść w zasadzie bez kontroli. Jak określa to Zbigniew Maćków, inicjator powstania modelowego osiedla Nowe Żerniki, system ekonomiczno-prawny obowiązujący w Polsce powoduje, że architekci „tłuką produkt”, jakim stało się mieszkanie; produkt wypracowany „jakby w działach produkcyjnych”, który „odkleił się już od realnych potrzeb ludzi”.

fot. Maciej Lulko

Pomiędzy wystawą, jaka powstała w niemieckim Wrocławiu w okresie między wojnami, a osiedlem zaprojektowanym w polskim Wrocławiu osiemdziesiąt lat później nie ma (oczywiście) bezpośrednich związków. Obiektywne uwarunkowania i osiągnięte rezultaty są różne, tak jak czasy, które je zrodziły. Zwraca natomiast uwagę wspólny dla obu inicjatyw duch cywilizacyjnego optymizmu. Być może on jest w tym wszystkim najważniejszy, ponieważ staje się siłą zdolną przezwyciężyć fatalizm. Przyświecał on ludziom, którzy podjęli się trudnych wyzwań. Zarówno Wuwa z 1929 roku, jak Wuwa 2 z lat 2011 i następnych, powstały w poczuciu, że wiele da się osiągnąć w zawsze trudnych, zastanych i stawiających opór warunkach. Nie chodziło więc o zakwestionowanie systemu; byłoby to zbyt proste i nie prowadziło do żadnych rezultatów. Rzecz raczej w tym, aby udowodnić, działając w trudnych realiach, że można osiągnąć lepszy rezultat niż sformatowana przeciętność. Pomysł na Nowe Żerniki zrodził się w 2011 roku. Nad planem organizacyjnym przedsięwzięcia pracowano przez rok. Następnie wyłoniła się grupa około czterdziestu architektów, którzy zdecydowali się, pracując bez wynagrodzenia (pro bono), wziąć udział w kilkuletniej przygodzie, polegającej na regularnych spotkaniach-warsztatach. Brali w nich udział nie tylko architekci i urbaniści, ale również specjaliści z różnych dziedzin (od psychologów, socjologów, ekologów po technologów budowlanych), a także zainteresowani tematem mieszkańcy Wrocławia. Nad projektem czuwał prezydent miasta Rafał Dutkiewicz. Główny inicjator przedsięwzięcia, Zbigniew Maćków, w swoich wypowiedziach podkreślał, że celem przedsięwzięcia na pewno nie jest powstanie budynków o nadzwyczajnej, ikonicznej architekturze. Przeciwnie, architektura modelowego osiedla miała być „przeciętna” w tym sensie, że oparta na innych wartościach niż „ładność” elewacji lub „atuty”, jakie pojawiają się w folderach reklamowych różnych inwestycji. Istotnych wartości domów i urbanistyki szukamy gdzie indziej (o szczegółach mówi sąsiedni artykuł). W idei Nowych Żernik najważniejsze okazały się dwie rzeczy: proces i partycypacja. Proces należy rozumieć jako skupienie się na wieloletnim, wielostopniowym, merytorycznym działaniu zespołu ludzi. Partycypację można rozumieć jako włączenie w przedsięwzięcie ludzi i środowisk, którzy wzbogacają proces o wiedzę i doświadczenie. W czasie, w którym powszechnym poczuciem jest bezradność wobec rzeczywistości, ta „dziwaczna” w polskich realiach inicjatywa ma wyraźną intencję… pedagogiczną, czego nie ukrywano. Planowanie, projektowanie i budowa Nowych Żernik miały być impulsem skierowanym w stronę innych miast i zachętą do podjęcia, w miarę możliwości, podobnych wyzwań.

fot. Maciej Lulko

Jaką rolę w tym procesie może odegrać średniej wielkości budynek biurowy zaprojektowany przez wrocławskich architektów o ugruntowanym dorobku? Przede wszystkim taką, że zastosowane w nim rozwiązania (od ogólnych ideowych założeń, przez konkretne decyzje przestrzenne, a nawet zastosowane technologie i materiały budowlane) zostały podporządkowane wcześniej wypracowanemu konsensusowi. Pierwszeństwo w tym wypadku mają uzgodnienia i ramy dotyczące charakteru architektury w tym fragmencie miasta. Przy okazji okazuje się, nie po raz pierwszy, że podporządkowanie dobrym regulacjom nie oznacza, że swoboda twórcza autorów została w jakiś sposób ograniczona. Obiekt oczywiście nie rzuca na kolana wielką formą ani ikoniczną estetyką, ale nie o to w nim chodzi. Jakości WUWA Point szukamy przede wszystkim w rozwiązaniach, które odbiegają od sformatowanych powierzchni wielkich biur. Tu zostały one podporządkowane komfortowi pracy w średniej wielkości, prężnie rozwijającej się, niemal rodzinnej firmie. W tym projekcie pozytywną rolę odegrał inwestor, wrocławski przedsiębiorca od czterdziestu trzech lat, właściciel spółki Investment M. Budynek był projektowany z myślą o powiązanej z nim rodzinnie firmie Entire M, która projektuje, szyje i produkuje odzież, sprzęt i akcesoria do aktywnego spędzania czasu w plenerze (outdoor), a także specjalistyczny sprzęt i odzież dla branży militarnej i związanej z bezpieczeństwem. W budynku pracują zespoły wcześniej działające w kilku miejscach we Wrocławiu i okolicach (m.in. w Błoniu, z którego wywodzi się firma). Działalność stricte produkcyjna odbywa się w trzech zakładach na terenie województw dolnośląskiego i opolskiego.

fot. Maciej Lulko

Przebywając w WUWA Point odczuwa się sympatyczny emocjonalny luz. Na Nowych Żernikach bije serce przedsiębiorstwa, nie tyle biurowe (administracja, handel i marketing), co związane ze wszystkimi etapami pracy kreatywnej, od rysowania projektów, przez testy, wdrożenia, wykonywanie prototypów i zatwierdzanie produktów. W wypełnionych aparaturą laboratoriach bada się wytrzymałość tkanin, akcesoriów i materiałów. W szwalniach przygotowywane są prototypy ubrań i akcesoriów. W biurowcu działa studio foto i laser do precyzyjnego wykrawania tkanin. Kondygnacje w budynku są wyższe niż standardowe. Okna zapewniają dobre doświetlenie wszystkich pomieszczeń (naturalne światło jest ważne w pracy z tekstyliami). Wewnątrz można zobaczyć, choć nie wszędzie, odkrytą monolityczną żelbetową konstrukcja, a obszerne pomieszczenia bywają rytmizowane surowymi słupami w obrysie budynku. W obszernych kuchniach toczą się (jak zawsze w takich miejscach) nieformalne rozmowy. Odbywają się też niespodziewanie ważne spotkania. – Ten budynek miał sprzyjać takiemu domowemu spokojowi, żeby można było siąść w mniejszej lub większej salce, otworzyć okno, wyjść na taras. Tu nie przychodzi się z przymusu. U nas nie ma monotonii, budynek jest życzliwy, otwarty, przyjazny, dobry do użytkowania – mówi podczas oprowadzania po wnętrzach WUWA Point inż. Roman Stykała, przedstawiciel inwestora, obecny przy wszystkich etapach realizacji. – Budynek i jego przestrzenie są konsekwencją tego, że firma rozwija się wewnątrz swoich struktur i zgodnie z potrzebami rynku, posiadając już kilka zakładów produkcyjnych. Zajmujemy w biurowcu trzy kondygnacje i mamy możliwość różnorodnego korzystania z tych przestrzeni. Panuje tu otwartość, nie zamykamy się, ludzie ze sobą współpracują, dużo rzeczy dzieje się w atmosferze rodzinnej – dodaje Ewa Szczelina, facility manager. Roman Stykała zwraca uwagę na pozytywną rolę, jaką odgrywają przestrzenie nieformalne, w których można zrobić burzę mózgów albo przedyskutować nowy projekt czy kierunek rozwoju firmy. – Koncepcja naszego biurowca jest nietuzinkowa, bo uwzględnia potrzeby różnych zespołów. To była myśl przewodnia, która stworzyła samą bryłę i wnętrza, które tak właśnie żyją – dodaje inżynier.

fot. Maciej Lulko

Konstrukcja budynku została obliczona na przenoszenie obciążeń z ciężkiej betonowej fasady. Inwestorowi zależało na rozwiązaniach trwałych, mocnych i ponadczasowych. – Różne firmy na etapie przetargów proponowały odchudzenie elewacji i zmiany, ale nie zgodziliśmy się na prawie żadną dużą optymalizację. Budynek został wykonany zgodnie z wizją architektów i inwestora – podkreśla Roman Stykała. – Priorytetem była długowieczność rozwiązań. Beton jest ponadczasowy. Reszta elementów się starzeje, a beton nie – dodaje. Rysunek elewacji tworzą pełnobryłowe prefabrykaty z płukanego betonu wiszące na stalowych konsolach. Prefabrykaty mają (w większości) kształt litery U. – Wyszliśmy z założenia, że budynek będzie modułowy, więc ilość typów prefabrykatów nie będzie duża. Jednak ze względu na uskoki, dylatacje konstrukcyjne i narożniki, prefabrykaty różnią się kształtem i wymiarami, czasem bardzo nieznacznie – tłumaczy Zuzanna Wojtasiak, architektka prowadząca. Elementy, głębokie na około 70 cm, tworzą przestrzenną fasadę, wystającą przed płaszczyznę okien. Na pionowym prefabrykacie z lewej strony od wejścia widać pięć stylizowanych znaków odbitych w betonie w formie płytkiego reliefu. Jest to artystyczne przetworzenie historycznego herbu Wrocławia, którego tarcza składa się z pięciu pól wypełnionych wizerunkami lwa, orła, litery W, głowy św. Jana na misie i głowy św. Jana Ewangelisty. Reinterpretowany herb nie ma tarczy. Pięć graficznych motywów zostało umieszczonych osobno, jeden pod drugim, na zasadzie współczesnych piktogramów. Ta dyskretna identyfikacja wizualna (trzeba się przyjrzeć fasadzie, aby ją dostrzec) jest znakiem przywiązania przedsiębiorcy do miasta. Przy okazji warto przypomnieć, że indywidualne godła budynków, przede wszystkim kamienic, ale nie tylko, były kiedyś traktowane jako ważny element architektury (na przykład w Krakowie jeszcze w okresie międzywojennym) i zlecane do wykonania wybitnym rzeźbiarzom.

fot. Maciej Lulko

Wartością całego osiedla jest zróżnicowanie wnętrz urbanistycznych i takie ich ukształtowanie, aby zarówno kwartały, jak poszczególne budynki, nie tworzyły zamkniętych enklaw. Budynki bowiem zawsze oddziałują, pozytywnie lub negatywnie, na przestrzeń, która znajduje się nawet daleko od ich fizycznych granic. Na biurowiec WUWA Point składają się więc nie tylko betonowa konstrukcja, ciekawe wnętrza i trwałe elewacje, ale wszystko to, co dzieje się na zewnątrz na poziomie parteru, na granicy prywatnego z publicznym. Ta granica często bywa obiektem, nazwijmy to, projektowej agresji. Efektem bywa drastyczne i ostentacyjne odcięcie się jakiejś inwestycji od otaczającej przestrzeni, a mówiąc konkretnie – od ludzi, którzy z definicji są traktowani jako źródło potencjalnych niebezpieczeństw. W przypadku wrocławskiego biurowca, tak jak całego osiedla, jest inaczej, przy czym podkreślmy, że nie ma tu nadzwyczajnych czy ekscentrycznych pomysłów, które mają podkreślić jedność wnętrza z zewnętrzem. Zastosowano proste a skuteczne rozwiązania, na przykład usługowe partery albo możliwość przejścia prosto z ulicy na dziedziniec budynku. Przejście to zachęca postronnych do skorzystania z miejsca, które na co dzień służy pracownikom. Dodatkowym atutem jest zagospodarowanie dziedzińca. Betonowa mała architektura i skwer są bardzo atrakcyjne. Można tu wypić kawę albo spędzić czas w dzieckiem. Sens dziedzińca będzie bardziej czytelny, gdy po przeciwnej stronie działki powstanie bliźniaczy budynek, również w kształcie litery L, który jest w planach. Wnętrze zostanie wówczas domknięte, a otwarty ciąg komunikacyjny stanie się w pełni zrozumiały. Przyglądając się budynkowi WUWA Point można dojść do wniosku, że tego, czego najbardziej potrzeba polskiej architekturze, to nie nadzwyczajne, ikoniczne realizacje, ale dobrej jakości średnia, która powoduje, że życie człowieka w mieście staje się bardziej znośne.

fot. Maciej Lulko

Na terenie Nowych Żernik wyznaczono tereny pod budynki oferujące miejsca pracy (w tym wypadku funkcje biurowo-usługowe), po wschodniej stronie osiedla. Wynika to z podstawowych założeń programowych strategicznego planu rozwoju tego fragmentu miasta. Inspirując się (niedosłownie ze względu na odległość czasową i odmienne okoliczności) ideami pierwszej wrocławskiej Wuwy, planiści Nowych Żernik szukali sposobów integracji „mieszkania i miejsca pracy”, jak oznajmiał sam tytuł wystawy sprzed stu lat. W tym kontekście „miks funkcjonalny” okazuje się o wiele bardziej korzystny z punktu widzenia dobrostanu mieszkańców niż „funkcjonalna monokultura”. W tak działającym mieście po prostu lepiej się żyje i potwierdzają to badania. Tymczasem przez dużą część XX wieku planowanie przestrzenne (zarówno na Zachodzie jak w Polsce) hołdowało całkiem innej idei – strefowaniu, które arbitralnie dzieliło przestrzeń na wydzielone strefy (osobno mieszkalne, osobno komunikacyjne itd.). Po wyczerpaniu się tej prawdopodobnie błędnej idei, zaczęto powracać do komplementarności, wzajemnego dopełniania się funkcji. W ostatnich latach słychać o idei miasta 15-minutowego, w którym można zaspokoić większość potrzeb blisko miejsca zamieszkania, bez konieczności codziennych podróży między dzielnicami. Nie przeceniając wpływu Nowych Żernik na codzienność planowania przestrzennego w Polsce należy docenić intelektualny ruch, który uświadamia nam złożoność tej dziedziny, jej ewolucje, błędne ścieżki rozwoju i możliwość naprawy tych błędów.

Paweł Pięciak

fot. Maciej Lulko

Budynek biurowo-usługowy, Wrocław, osiedle Nowe Żerniki
Autorzy projektu: Maćków Pracownia Projektowa; Zbigniew Maćków (główny projektant), Zuzanna Wojtasiak (architektka prowadząca), Paweł Szyport, Zuzanna Warchałowska, Maria Wawer, Joanna Woldan; współpraca: Arkadiusz Kiernicki, Anna Rottau, Marcin Tobiasz
Projekt wnętrz: Zuzanna Wojtasiak, Paweł Szyport, Maria Wawer, Joanna Woldan
Konstrukcja: Zimny Construction
Inwestor: Investment M
Generalny wykonawca: Adamietz
Powierzchnia zabudowy: 1907 m2
Powierzchnia użytkowa: 12 976,7 m2
Powierzchnia całkowita: 16 232,4 m2
Projekt: 2021
Realizacja: 2023

Galeria Zdjęć