Aktualności / Historia pacyfikacji / Upamiętnienie krok po kroku
Historia pacyfikacji / Upamiętnienie krok po krokuHistoria pacyfikacji
Niemieckie zbrodnie popełnione na mieszkańcach Michniowa z czasem stały się symbolem wszystkich represji, jakie spotkały polską wieś w czasie drugiej wojny światowej.

Sekwencja wydarzeń, jaka rozegrała się w otoczonej lasami świętokrzyskiej wsi, może napawać przerażeniem nie tylko ze względu na bestialstwo i metodyczność dokonanej przez hitlerowców pacyfikacji. Miała ona coś z ducha greckiej tragedii, której sens polega na tym, że obserwujemy splot wydarzeń niedający się zatrzymać i prowadzący w sposób absolutnie nieuchronny do katastrofy i śmierci niewinnych ludzi. Michniów, otoczony z trzech stron kompleksem leśnym, położony w pewnym oddaleniu od innych miejscowości, był naturalnym zapleczem i oparciem dla partyzantów. Historycy wskazują, że taką rolę wieś odgrywała już w okresie powstania styczniowego. Już na początku okupacji niemieckiej w Michniowie zawiązały się komórki konspiracyjne, które z czasem – do 1942 r. – przekształciły się w struktury podległe Armii Krajowej. W strukturach AK działało kilkudziesięciu mieszkańców wsi. W miejscowości funkcjonowały między innymi skrzynka kontaktowa (w domu kolejarza) oraz warsztat, zajmujący się naprawą broni. Do Michniowa często zaglądali partyzanci, których główną kwaterą i bazą wypadową było słynne w okolicy, nieodległe uroczysko Wykus. Dynamika zdarzeń nabrała rozpędu wiosną 1943 r., gdy na Kielecczyznę został przerzucony cichociemny, por. Jan Piwnik ps. „Ponury”, dobry organizator i żołnierz cieszący się respektem podkomendnych. „Ponury” wkrótce podporządkował sobie większość oddziałów operujących w okolicy. Jego zgrupowania stacjonowały najpierw w Kamieniu Michniowskim, a potem na wzgórzu w rejonie wspomnianego uroczyska, czyli bardzo blisko Michniowa. Jak opisywał po wojnie jeden z żołnierzy: „w większości wypadków wszystkie sprawy związane z dowodzeniem decydowano we wsi”.

Na przełomie wiosny i lata partyzanci przeprowadzili szereg akcji dywersyjnych i ataków na obiekty niemieckie. Zbiegło się to w czasie z nasileniem represji okupanta wobec ludności polskiej mieszkającej w tzw. dystrykcie radomskim Generalnego Gubernatorstwa. Krwawe pacyfikacje Niemcy przeprowadzili m.in. we wsiach Skałka Polska i Strużki. Kulminacją tego okresu stała się starannie przygotowana pacyfikacja Michniowa, do której przyczyniły się, między innymi, raporty składane władzom niemieckim przez kilku konfidentów. Poprzedziła ją narada sił bezpieczeństwa i policji na wysokim szczeblu, jaka odbyła się w Radomiu w piątek 9 lipca. W niedzielę we wsi zjawiło się kilka samochodów z oficerami, którzy przeprowadzili wizję lokalną zabudowań i okolicy, nie wykazując wobec mieszkańców oznak wrogości. W nocy z niedzieli na poniedziałek (11/12 lipca) wieś została otoczona szczelnym, podwójnym kordonem oddziałów niemieckich. Dwa pierścienie okrążenia skutecznie zamknęły mieszkańcom drogę ucieczki. Niemcy dysponowali imienną listą podejrzewanych o współpracę z partyzantami, ale represje miały dotknąć wszystkich mężczyzn i chłopców. Podczas trwającej kilka godzin pacyfikacji mieszkańcy byli wywlekani z domów i zabijani strzałami w tył głowy. Kulminacją masakry było zapędzenie kilkudziesięciu zatrzymanych do czterech stodół, które zostały obrzucone granatami i podpalone. Ofiary w większości spłonęły żywcem. Ogółem w Michniowie zginęły 102 osoby – 95 mężczyzn, dwie kobiety i pięcioro dzieci. Wiadomość o pacyfikacji dotarła do por. Jana Piwnika jeszcze tego samego dnia. Niektórzy jego żołnierze wywodzili się z Michniowa albo utrzymywali z mieszkańcami bliskie kontakty. Partyzanci natychmiast rozpoczęli forsowny marsz w stronę wsi, gdzie dotarli po południu, niedługo po opuszczeniu jej przez Niemców. Wówczas „Ponury” podejmuje decyzję o przeprowadzeniu błyskawicznego odwetu. Wkrótce okaże się, jak dalekosiężne i dramatyczne będą konsekwencje tej decyzji.

W nocy z poniedziałku na wtorek (12/13 lipca) między godziną drugą a trzecią partyzanci zatrzymują, przy przystanku kolejowym w Łącznej, pociąg relacji Kraków-Warszawa. Z wagonów wywlekają i zabijają kilku lub kilkunastu Niemców (dokładna liczba nie jest znana). Na wagonach pozostawiają jednoznaczne napisy „Za Michniów” i oddalają się bez własnych strat. W tej sytuacji kolejny akt tragedii staje się nieuchronny, niemiecka zemsta jest kwestią czasu. W okresie okupacji hitlerowcy konsekwentnie trzymali się zasady (i informowali o niej ludność polską), wedle której za każdego zabitego Niemca zabijano trzydziestu do pięćdziesięciu Polaków. Już nad ranem tego samego dnia (13 lipca) w stronę Michniowa rusza kolumna ciężarówek policji porządkowej. Funkcjonariusze otaczają wieś, w której po niedzielnej masakrze pozostało w gospodarstwach około sto dwadzieścia osób – prawie wyłącznie kobiety i dzieci. Podobnie jak w pierwszym dnia pacyfikacji, żandarmi obsadzają przyczółki wokół wsi, aby zamknąć przerażonym ludziom drogi ucieczki. Rozpoczyna się systematyczny mord wszystkich pozostałych przy życiu mieszkańców bez względu na płeć i wiek. Ofiary zabijano w domach lub wywlekano na podwórza. Jako symbol masakry historycy przywołują najmłodszą ofiarę masowego mordu – dziewięciodniowego Stefana Dąbrowę, zamordowanego razem z babcią i ciotką. Kobiety wracały z dzieckiem ze chrztu, który rano odbył się w kościele parafialnym we wsi Wzdół, gdy zostały zatrzymane, zamknięte w stodole i żywcem spalone. Tego dnia zginęła również chora matka chłopca, a jego ojciec – w pierwszym dniu pacyfikacji. 13 lipca w Michniowie zamordowano 102 Polaków – 52 kobiety, 43 dzieci i 7 mężczyzn. Wieś doszczętnie spłonęła. Dwa dni później Niemcy pozwolili na pochówek ofiar, którego dokonali mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Ciała większości pomordowanych zostały złożone we wspólnym dole na działce niedaleko szkoły, ale na mogile nie mógł pojawić się krzyż. Przez pewien czas okoliczna ludność nazywała opustoszały Michniów „doliną śmierci”. Wieś bardzo powoli wracała do życia, ponieważ Niemcy zakazali odbudowy gospodarstw, a nawet uprawiania okolicznych pól. W miesiąc po pacyfikacji uzbrojony patrol żandarmerii zastrzelił kobietę i jej syna, próbujących zebrać część plonów w porze żniw. Przez kolejne miesiące ścigano pojedyncze osoby i całe rodziny, o których wiedziano, że byli mieszkańcami Michniowa, ale przeżyły pacyfikację.

Po zakończeniu okupacji niemieckiej na grobie ofiar został zbudowany pomnik z czerwonego kamienia, z krzyżem i wyrytymi nazwiskami. Pierwsze uroczystości rocznicowe w Michniowie miały miejsce 12 i 13 lipca 1945 roku. W kolejnych dziesięcioleciach, w najbliższym sąsiedztwie miejsca pochówku (na łące, która wznosi się łagodnie między główną przelotową drogą a zwartą ścianą lasu) spontanicznie powstawały kolejne formy upamiętnienia pacyfikacji. Były to najczęściej oddolne inicjatywy, wypływające z potrzeby serca, jak ołtarz i kaplica św. Małgorzaty czy dziesiątki krzyży przywożonych z innych wsi tragicznie doświadczonych podczas wojny. Całość tej przestrzennej kompozycji określa się dzisiaj jako Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich. Co ciekawe, tragedia Michniowa prawdopodobnie nie była ważnym elementem polityki historycznej prowadzonej przez Polskę Ludową (z koniecznym zastrzeżeniem, że politykę historyczną tamtych czasów w odniesieniu do drugiej wojny światowej warto ocenić, zasadniczo, pozytywnie). Można tak sądzić z jednego powodu. Michniów jako miejsce-symbol hitlerowskiego terroru jest nadal praktycznie nieznany poza środowiskiem historyków i ludzi autentycznie związanych z ruchem ludowym. Krótko mówiąc – w tak zwanej „społecznej świadomości” nazwa Michniów nie znaczy tyle co Pawiak czy Palmiry, może nawet nie wywołuje żadnych skojarzeń. Dlatego dobrze się stało, że zwieńczeniem trwającego kilkadziesiąt lat i prowadzonego przez tak wiele instytucji i organizacji procesu powstawania miejsca pamięci stał się nowy budynek mauzoleum. Znajdująca się w nim eskpozycja mówi nie tylko o tragedii Michniowa, ale odnosi się do cierpień ponad ośmiuset polskich wsi, które w czasie wojny doznały krzywd z rąk Niemców, Sowietów i nacjonalistów ukraińskich. Nowy budynek mauzoleum dzięki swojej arcyfotogenicznej formie znakomicie odnalazł się w świecie wirtualnych mediów, które współcześnie są źródłem i kreatorem estetycznych wzruszeń. Poszarpane ściany z betonu pięć lat temu odbyły triumfalny pochód przez Internet. Obiekt zwyciężył między innymi w popularnym plebiscycie czytelników „Polityki”, organizowanym przy okazji nagrody architektonicznej tego tygodnika. Pesymista może jednak żywić uzasadnione wątpliwości, czy za zachwytem nad ekspresyjnymi betonowymi kształtami idzie chęć, aby dowiedzieć się, do jakich treści, jakich konkretnych zdarzeń te formy się odnoszą. Forma jest tylko bramą do treści, a treścią jest poznanie i zrozumienie wydarzeń sprzed osiemdziesięciu lat. Podczas wizyty w mauzoleum, w narastającej atmosferze zbliżającej się kolejnej wojny, odwiedzającemu może towarzyszyć niepokój, że naprawdę niewiele stoi na przeszkodzie, aby to, co zdarzyło się w Michniowie, w tej czy innej formie, w takim czy innym miejscu, prędzej czy później, powtórzyło się.
*****
Upamiętnienie krok po kroku
Idea miejsca pamięci była podtrzymywana przez ludzi działających indywidualnie, jak również przez organizacje społeczne i oświatowe, stowarzyszenia, ruch ludowy, instytucje państwowe i samorządowe.

Zaraz po zakończeniu okupacji na masowym grobie została usypana mogiła, przy której palono znicze, składano kwiaty i odprawiano nabożeństwa. Odtąd każdego roku w rocznicę pacyfikacji przy mogile jest odprawiana uroczysta msza święta. Inicjatywę zbudowania pomnika, która pojawiła się bardzo wcześnie, poparł jeden z pierwszych powojennych sołtysów Michniowa Adolf Morawski. Na grobie stanęła płyta z czerwonego piaskowca z wyrytymi nazwiskami ofiar lipcowej masakry, a także tych mieszkańców, którzy zginęli w czasie wojny, ale w innych okolicznościach, na przykład w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Z czasem niedaleko grobu została zbudowana kaplica pod wezwaniem św. Małgorzaty. Przy założonym w Michniowie klubie rolnika powołano do życia skromną izbę pamięci. Izbą opiekowała się prze wiele lat, aż do śmierci w 2003 r., pani Maria Grabińska, która cudem ocalała z pacyfikacji, uciekając z małą córeczką z płonącego domu. Pamięć o tragedii Michniowa starało się kultywować Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, którego członkowie-przewodnicy z własnej inicjatywy organizowali wycieczki do tej miejscowości. Pod koniec lat 60. badania nad historią okupacji niemieckiej w Michniowie przybrały zinstytucjonalizowaną formę, dzięki śledztwu prowadzonemu przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Z jej inicjatywy w 1979 r. pojawił się pomysł utworzenia Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich, jako instytucji o charakterze ogólnopolskim. Na miejsce placówki wybrano Michniów. Wkrótce utworzono komitet organizacyjny budowy, na którego czele stanął oficer walczący we wrześniu 1939 r. na Westerplatte, por. Leon Pająk. W 1987 r. powstał komitet honorowy budowy, któremu przewodniczył ówczesny marszałek sejmu Roman Malinowski (wywodzący się ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego). Planowano wówczas, aby mauzoleum połączyć w jednym projekcie i jednym zespole funkcjonalnym z nową szkołą, ośrodkiem zdrowia, pocztą i domem kultury. Plany te nie zostały zrealizowane. Po zmianie ustroju w Polsce na miejscu przyszłej budowy wmurowano symboliczny kamień węgielny, ale kryzys gospodarczy lat 90. zahamował inwestycję, która nie wyszła poza sferę projektów.

W 1991 r. powołano fundację Pomnik-Mauzoleum w Michniowie, a w pięćdziesiątą rocznicę masakry powstała rzeźba Pieta Michniowska autorstwa Wacława Staweckiego. Jej odsłonięcia dokonał prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Waldemar Pawlak. W 1997 r. w miejscu drewnianej chaty, mieszczącej archiwum, zbudowano murowany dom pamięci. W 1999 r. na mocy porozumienia między Fundacją a Muzeum Wsi Kieleckiej, mauzoleum stało się częścią muzeum. W 2009 r. muzeum (jako zarządca i współwłaściciel miejsca) zorganizowało konkurs na projekt budynku mauzoleum. Zwyciężyła w nim koncepcja zaproponowana przez pracownię Nizio Design International. Budowa obiektu trwała ponad dziesięć lat. Mauzoleum zostało otwarte w maju 2021 r. Trzeba zaznaczyć, że w pobliżu masowego grobu, a więc w miejscu, w którym powstał nowy budynek, wcześniej pojawiły się liczne i różnorodne formy upamiętnienia. Kaplica, rzeźba, dom pamięci, pamiątkowe kamienie, tablice i może najbardziej poruszający las krzyży, który można porównać do krzyży wotywnych, przynoszonych przez pielgrzymów na świętą górę Grabarkę. Przywożono je przede wszystkim z miejscowości dotkniętych wojennym terrorem. To swoiste zagospodarowanie przestrzeni (jeśli można użyć takiego sformułowania) ma kilka istotnych cech. Po pierwsze, następujące po sobie oddolne, spontaniczne inicjatywy upamiętnienia zbrodni miały zawsze wymiar katolicki, a nie oficjalno-państwowy. W interpretacji mauzoleum nie sposób pominąć tego religijnego aspektu, który w najbardziej bezpośredni i zrozumiały sposób łączył ofiary z tymi, którzy chcieli zachować pamięć o swoich przodkach i sąsiadach. Dla mieszkańców powaga uroczystości rocznicowych przejawiała się w ich charakterze religijnym. Intuicja architektów, projektujących nowy budynek mauzoleum, zaprowadziła ich w kierunku decyzji, aby w nowej aranżacji miejsca wątek przeżycia religijnego nie został w żaden sposób zatarty ani rozmyty. Można nawet odnieść wrażenie, że został podkreślony. Spotkało się to z pewnym niezadowoleniem środowisk, które pamięć historyczną widzą w tak zwanej perspektywie ogólnoludzkiej, humanistycznej czy niewykluczającej. Nie podważając ogólnoludzkiego wymiaru wydarzeń historycznych, pacyfikacja Michniowa miała miejsce w bardzo konkretnej, zasadniczo jednolitej etnicznie i religijnie wiejskiej społeczności zamieszkującej środkową Polskę. Ta społeczność po wojnie w znanych sobie i akceptowanych formach kultury materialnej wyrażała szacunek i pamięć wobec zamordowanych przodków. Architekci mauzoleum zdecydowali się (może na przekór duchowi czasu, panującemu w środowiskach artystycznych) w pełni i dosłownie włączyć we własną narrację ową narastającą przez dziesięciolecia religijną tradycję miejsca. Będzie to z pewnością tematem jeszcze wielu intelektualnych sporów i kontrowersji, ogniskujących się wokół architektonicznych form i ich relacji do tematu, jaki podejmują. Nie sposób jednak nie docenić pewnej odwagi czy bezkompromisowości projektantów w ich podejściu do tematu wiary, co – jak wspomniano – stoi w opozycji wobec głównych ideowych nurtów sztuki współczesnej. Kolejną cechą michniowskiego mauzoleum (rozumianego jako przestrzeń większa niż nowy budynek mieszczący ekspozycję główną) jest to, że kolejne elementy miejsca pamięci powstawały w długim okresie, bez żadnego porządkującego planu i nie zostały poddane żadnej estetycznej uniformizacji. Mauzoleum, rozumiane jako przestrzeń tworzona przez dziesięciolecia, nie jest jednolite stylistycznie.

Kolejne pokolenia pozostawiały tu własne materialne formy upamiętnień. Szczególnie interesujący i prawdopodobnie wyjątkowy w skali ogólnopolskiej był symboliczny cmentarz z kilkuset drewnianymi krzyżami, który można nazwać lasem pamięci. Z biegiem lat pojawiały się kamienie i tablice przypominające o ofiarach pacyfikacji i represji, jakich doznało kilkaset polskich wsi w czasie drugiej wojny światowej, pod okupacjami niemiecką i sowiecką. Ta narastająca organicznie, bez ręki projektanta, opowieść została w pewnym sensie przerwana z chwilą rozpoczęcia prac nad nowym budynkiem, który w skali świętokrzyskiej wsi można nazwać monumentalnym. Jest to akt artystycznej kreacji o tak silnej ekspresji, że wszystkie wcześniej istniejące formy upamiętnienia zostały mu podporządkowane. Teren mauzoleum został na nowo zaaranżowany także ze względów pragmatycznych. Podczas powstawania budynku-rzeźby (od 2010 roku) prace ziemne były prowadzone na rozległym terenie, znacznie wykraczającym poza obrys obiektu. Było to związane z posadowieniem głównej konstrukcji muzeum oraz całkiem nową kompozycją betonowych ścieżek i ramp, które prowadzą odwiedzających między kolejnymi segmentami założenia. Ponadto wokół terenu mauzoleum zbudowano mur oporowy, a przy drodze duży parking, wsunięty w zbocze. Ta poważna i zrozumiała ingerencja w teren (zarówno ideowa, jak i budowlana), spowodowała, że wcześniej istniejące elementy założenia musiały zostać wkomponowane w nowo powstający układ przestrzenny. Dotyczy to przede wszystkim drewnianych krzyży, które w większości zostały przeniesione na nowe miejsca, bliżej ściany lasu. Stała ekspozycja historyczna prezentowana w budynku muzeum ma walor wybitnie edukacyjny, ponieważ historia wsi, z której większość współczesnych Polaków przecież się wywodzi, zasadniczo nie ma szczęścia, aby stać się tematem poruszającym umysł i emocje szerszych grup odbiorców. Na wystawie w mauzoleum poznajemy tragedię Michniowa, która zajmuje centralne miejsce w ostatnim, zamkniętym segmencie budynku. Ten kulminacyjny moment zwiedzania jest poprzedzony trzema wnętrzami, w których można zapoznać się z szerszym tłem wydarzeń. Do pacyfikacji doprowadziło szereg przyczyn, które wymagałyby dłuższego omówienia, ale pewne jest, że wojna i okupacja widziane z perspektywy wsi w wielu aspektach były czymś innym, niż wojna i okupacja widziane z perspektywy dużego miasta. Wojna, o której uczy szkoła i która jest portretowana we współczesnych filmach i serialach, to wojna widziana najczęściej z perspektywy Warszawy. Losy stolicy bardzo zdominowały pamięć historyczną o wojnie, co pokazują coroczne, wielkie i bogate, obchody wybuchu powstania warszawskiego. Warto byłoby uzupełnić albo jakoś zrównoważyć tę pamięć pamięcią tych, których los był inny, ale równie okrutny.
Paweł Pięciak
Galeria Zdjęć







