Aktualności / Chcemy być najlepsi

Chcemy być najlepsi

Rozmowa z architektem Szczepanem Wrońskim z „młodej” warszawskiej pracowni WXCA, która od 2007 wygrała kilka prestiżowych konkursów architektonicznych na obiekty publiczne, a w 2012 dostała wyróżnienie w konkursie „Polski Cement w Architekturze” za muzeum w podwarszawskich Palmirach.


 

– Skąd nazwa Pańskiej pracowni – WXCA?

– Zakładałem firmę z kolegą Wojtkiem Condrem, chcieliśmy mieć skrót od nazwisk „Wroński, Conder Architekci”, wychodziło WC Architekci, więc dobrze nie brzmiało. Szukaliśmy litery albo znaku, który nas rozdzieli, miał być plus (+), stanęło na x, czyli trochę przekrzywionym plusie, a słowo „architekci” się nie pojawiło. Skrót pochodzi od nazwisk, ale jest uniwersalny, bo uważam, że firmę tworzy zespół. Nasza pracownia od początku była platformą do działania dla wielu ludzi, a nie tylko dla właścicieli.

 

– Skąd się Pan – architektonicznie – wywodzi?

– Ukształtowała mnie współpraca z ojcem architektem, dalej studia na Wydziale Architektury PW, potem praca po studiach w pracowni Szcześniak-Denier Architekci. Od ojca nauczyłem się i uczę się dalej sztuki budowlanej, podstaw reżimu budowlanego, sposobu rozwiązywania detali budowlanych, podchodzenia do projektu w sposób budowlany, rzetelnie, a nie futurystycznie. Na politechnice nauczyłem się, że architektura może być bardzo różnorodna. Nasi wykładowcy pokazywali, że jest wiele dróg dojścia do celu. Nie ma jednego klucza, bo inaczej uczył prof. Budzyński, inaczej prof. Kuryłowicz. Architektura tworzona w pracowni prof. Budzyńskiego jest inna od architektury tworzonej w pracowni prof. Kuryłowicza. To są dwie różne drogi, a człowiek powinien szukać własnej. W SDA nauczyłem się pracy zespołowej i mogłem oglądać, jak wygląda zarządzanie zespołem, bo tego nie uczy politechnika, gdzie pracuje się raczej indywidualnie.

 

Budynek biurowy Future- -Processing w Gliwicach
Budynek biurowy Future- -Processing w Gliwicach

 

– Można się spotkać z opinią, że w Polsce człowiek zaczyna studia architektoniczne jak dziecko we mgle i kończy jak dziecko we mgle, czyli praktycznie nieukształtowany, bez drogowskazów, pozostawiony samemu sobie. Czy to prawda?

– Raczej nie, ponieważ sam kontakt z ludźmi kształtuje, dużo daje. Jednych słucha się z przyjemnością, a słuchanie innych jest spełnianiem wymogów, nic nie wnosi. Są osoby, które mają dar przekazywania wiedzy i takie, które go nie mają. Mogłem mieć wrażenie, że ktoś mnie ocenił niesprawiedliwie czy niepoprawnie, ale to było kolejne doświadczenie, że moje rozumowanie nie musi być zgodne z tym, co myślą inni. W ogólnym rozrachunku pozytywnie oceniam studia. Wolałbym, żeby więcej było okazji do myślenia, a mniej wyuczania zawodu. Politechnika wyucza zawodu. Chyba jesteśmy dobrymi praktykami, miałem dużo zajęć z budownictwa, z konstrukcji – to dobrze. Przydałoby się więcej abstrakcyjnego myślenia.

 

 – Architekt jest zawodem szczególnej odpowiedzialności, to nie tylko budowanie ścian, ale odpowiedzialność za przebudowywanie przestrzeni, odpowiedzialność względem społeczeństwa. Czy młodzi architekci mają świadomość, że architektura traktowana przez nich jako sposób na dobry biznes powinna być elementem większej całości?

– Szkoła tego nie nauczy. Każda grupa zawodowa tworzy poczucie wyższości, że jest się kimś lepszym, wyróżnionym, kimś ważnym w społeczeństwie i z tym jest związana misja – że jesteśmy po to, aby tworzyć lepszą przestrzeń publiczną. Lepszą jakość w architekturze. Oczywiście gdy się to zderzy nagle z komercją…, ale myślę, że w ramach architektury komercyjnej też można próbować realizować misję. Są z tym problemy, bo wyobraźmy sobie, że inwestor ma działkę, gdzie według opinii wszystkich urbanistów i wielu architektów powinien być park miejski. On chce postawić wieżowiec, który zniszczy przestrzeń i jest pytanie, czy wszyscy architekci mają mu odmówić. Nawet jeśli wszyscy polscy odmówią, to nie wydaje mi się, że wszyscy na świecie. Architekci nie są monolitem. Architekci nie działają jako zwarta grupa. Ma to plusy i minusy. Minusem jest to, że nie da się wspólnie wypracować lepszych wzorców, a plusem, że gdyby wypracowano złe wzorce i wszyscy by brnęli w złym kierunku, to trudniej byłoby zawrócić.

 

– Założył Pan pracownię ze wspólnikiem – i co było dalej? Podobno trafiliście na głęboką wodę i prawie utonęliście.

– Tak, założyliśmy firmę pod konkretny projekt, duży budynek mieszkalny w Katowicach, ok. 350 mieszkań. Bardzo duży projekt i jedyny w naszej pracowni. Rozpoczął się kryzys i projekt staje. W momencie, w którym dowiadujemy się, że nie ma finansowania, mamy problem, bo musimy uregulować zobowiązania wobec branż. Nie mieliśmy żadnych innych projektów, z których można by pokryć zobowiązania. Byliśmy między młotem a kowadłem, między inwestorem a branżystami. Stres był duży. Rok trwało załatwianie tej sprawy. Nic nie zarobiliśmy, ale przynajmniej zostaliśmy bez długów. Było to jakimś sukcesem. Zaczęliśmy najpierw walczyć w przetargach o niewielkie tematy, ale chcieliśmy walczyć w większych konkursach. Chcieliśmy mieć tematy, które nas interesują, a nie tylko zapewnią byt.

 

– Co było przełomowym tematem?

– Lotnisko w Świdniku. Zajęliśmy drugie miejsce, wygrała pracownia ARE, panowie Wacławek i Stiasny. Znaleźliśmy się w gronie najlepszych, projekt był duży i złożony. Zorientowałem się, że nie ma drzwi, których nie da się otworzyć i tematów, których nie da się zrobić. Okazało się, że im temat jest bardziej rozbudowany, tym lepiej nam wychodzi. Może jest to kwestia wnikliwej analizy tematu, że podejmujemy uzasadnione decyzje projektowe, jesteśmy pewni kierunku. Nie boimy się podejmować ryzyka, wchodząc na mniej uczęszczane ścieżki. Nasze projekty w wymagających konkursach były chyba lepiej oceniane niż przy mniej złożonych tematach. Jesienią 2009 wygraliśmy konkurs na Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, w tym samym czasie wygraliśmy przetarg na pawilon muzealny w Palmirach. Przedstawiliśmy trzy różne koncepcje pawilonu, z których wybrano jedną.

 

– Za dwa lata ruszy budowa Muzeum Wojska Polskiego w warszawskiej Cytadeli, więc przypomnijmy skalę tego przedsięwzięcia. Będzie to największe muzeum w Polsce.

– Cytadela ma 32 ha powierzchni, my zagospodarowujemy 25 ha. Dla porównania, plac Defilad w centrum Warszawy z Pałacem Kultury i Nauki jest mniejszy niż Cytadela. Cytadela ma tę cechę, że jest terenem niedostępnym, ponieważ mieści się tam wojsko. Natomiast jest to teren unikalny, wchodzi się tam jak do tajemniczego ogrodu przez wały obronne, miejsce jest pełne zieleni, parkowe, ogromne. Robi to tak niesamowite wrażenie, że kiedy pierwszy raz widziałem Cytadelę od wewnątrz, było to dla mnie bardzo inspirujące. Cytadela, która była budowana przez Rosjan, zresztą za pieniądze Polaków, sama jest świadectwem, historią. Tam na razie są rozsiane różne nieciekawe obiekty, które giną bez porządku urbanistycznego. Nasze muzeum będzie mieć 60 tys. m kw., więcej niż Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, więcej niż planowane Muzeum Historii Polski.

 

Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry
Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry

 

– Równocześnie projektował Pan bardzo kameralny pawilon w Palmirach, który zdobył kilka znaczących wyróżnień, był na polskiej liście nominowanych do nagrody Miesa van der Rohe, jest znany za granicą.

– Palmiry co do układu funkcjonalnego są proste, wszystkie nasze projekty są w ostatecznym wyrazie proste. Muzeum Wojska Polskiego można opisać tak: 7 pawilonów o trzech kondygnacjach wysokości 7 metrów. W Palmirach ten układ wygląda tak: 2/3 budynku to część ekspozycyjna, 1/3 to część wejściowa i administracyjna. Palmiry mają to do siebie, że jest to absolutnie piękne miejsce w kontekście Puszczy Kampinoskiej, natomiast tragiczne w kontekście tego, co się tam zdarzyło. Mamy cmentarz projektowany po wojnie przez prof. Gutta i mamy całą tę bolesną historię. Miejsce szalenie wymagające. Wielu uważa muzeum za wyjątkowy obiekt, ale wydaje mi się, że sprawcami tej wyjątkowości nie byliśmy my, tylko czynniki zewnętrzne: puszcza, cmentarz, historia. Nasza architektura jest na trzecim, czwartym planie. Budynek jest delikatny. Jeżeli jest prawdą, że każde przekształcenie naturalnego środowiska jest agresywne, to myśmy chcieli być maksymalnie nieagresywni. W kontekście lasu i krzyży pawilon może się wydawać potężny, a naprawdę ma tylko 1000 m kw. Niektóre domy prywatne są większe.

 

Muzeum Wojska Polskiego
Muzeum Wojska Polskiego

– Wasze ważne projekty były przygotowywane dla przestrzeni mocno naznaczonych historią albo wręcz odnoszą się do substancji zabytkowej. Nie tracą przy tym współczesnego wyrazu. Przeprowadziliście na przykład udaną rewitalizację trzech zabytkowych dworców kolejowych.

– Projektujemy rzeczy złożone, w większości budynki użyteczności publicznej. Jesteśmy zdeterminowani, żeby były niepowtarzalne i unikalne. Zdobyliśmy zlecenie na przebudowę trzech dworców, pewnie był w tym przypadek, ale był wynikiem naszej konsekwencji. Myślę, że odnajdujemy się najlepiej w sytuacji, gdzie trudność projektowania bierze się z wielu wytycznych. Jak też w sytuacji, w której inwestor powie – nie mam wytycznych, proszę zaprojektować mi coś najlepszego. To też jest wyzwanie. Ten przykład to abstrakcja, bo nie ma sytuacji, gdzie nie ma wytycznych, ale w architekturze często jest tak, że wytyczne są naprawdę łatwe do spełnienia. Są w pewnym sensie mechaniczne. Najwięcej jest takich projektów „pośrodku”. Takie są obiekty biurowe. I tu nasze projekty, siedziby oddziału Gaz-System i firmy Future Processing, były wyróżnione w konkursach organizowanych przez tych inwestorów. Natomiast historia, kontekst historyczny to są właśnie wytyczne bardzo wymagające. Historia zobowiązuje. Bardzo łatwo jest zniszczyć nastrój miejsca i nie potrzeba do tego wielkich kroków. Nawet drobne kroki mogą go zniszczyć. Dlatego – mając historię w tle – wstrzymanie się przed wprowadzaniem nowych jakości jest tak samo wartościowe, jak aktywne projektowanie.

 

– Wygraliście prestiżowy konkurs na przebudowę budynku starej elektrowni w Białymstoku dla galerii sztuki Arsenał. To ważne miejsce w mieście, żywe, pulsujące, uważane za jedną z trzech, czterech najlepszych galerii w Polsce. Co projektujecie?

– Jury w tym konkursie było wyjątkowe, bo składało się z wybitnych postaci świata architektury i sztuki. Muzeum - Galeria Arsenał będzie się mieścić, tak jak Tate Modern w Londynie, w budynku starej elektrowni. Zakład energetyczny w Białymstoku przekazał połowę budynku miastu, Galeria Arsenał przejęła to jako instytucja muzealno-wystawiennicza. Jest tam główna sala ekspozycyjna ponad 10-metrowej wysokości i dwie mniejsze. Przestrzeń w tego typu muzeum powinna być raczej uniwersalna, łatwa do adaptacji, ponieważ ekspozycje często się zmieniają. Nasza ingerencja jako architektów jest ograniczona ze względu na historyczną tkankę. Natomiast w tym wszystkim kluczowa będzie próba połączenia budynku muzeum z bulwarem i rzeką Białą. Budynek stał przy rzece i nie miał żadnej z nią relacji. My, nie ruszając tkanki historycznej, przeszklimy cały dół i otworzymy go na rzekę, która jest nieduża, ale urokliwa. Miasto ma założenie, żeby odrestaurować bulwar, więc staramy się stworzyć coś unikalnego, mającego kontakt z rzeką.

 

Muzeum Wojska Polskiego
Muzeum Wojska Polskiego
Muzeum Wojska Polskiego
Muzeum Wojska Polskiego

– Architekci, którzy mościli się na rynku w latach 90., mieli otwarte drzwi, mnóstwo możliwości, zleceń, pomysłów, projektów, budów. Pana pokolenie zaczynało pracę w trudniejszej sytuacji, bo podium od dawna jest zajęte przez duże pracownie mające stabilną sytuację i stałych klientów. Jak próbujecie się przebić?

– Jeżeli uda nam się przebić właśnie w takiej sytuacji – będziemy silniejsi. To, że firma osiąga pewien poziom, może powodować, że czuje się bezpieczniej, może nie mieć potrzeby rozwoju, działania, poszukiwania. U nas jest to bardzo silne, mamy chęć, mamy cel. Chcemy tworzyć unikalne obiekty. Prawdopodobnie każdy architekt tego chce. Natomiast jeśli pewne rzeczy przychodzą zbyt łatwo, to wpływa niekorzystnie na rozwój. Gdy projektuje się obiekty mniej lub bardziej spektakularne, ale zawsze jakoś tam akceptowane przez klienta, ważna jest zawsze przewidywalność. Natomiast jeśli nasza pracownia chce zdobywać zlecenia albo wygrywać konkursy, to znaczy, że musimy naprawdę robić lepszą architekturę niż utytułowane pracownie. Jeżeli uda nam się przebić do grona najlepszych, to w przyszłości młodzi architekci rozpoczynający karierę mogą mieć ten sam problem – z nami.

 

– Czy to prawda, że młodzi odwracają się od tego, co było duchem czasu przez 20 lat – biznes, komercja, rynek – i zwracają się w kierunku ruchów miejskich, spraw społecznych, wartości wspólnotowych, przestrzeni publicznej? Mniej myślą o ścianach i dachach a więcej o partycypacji społecznej?

– Wielu idzie w tę stronę, może nie manifestów, ale projektów dookoła twardej architektury. Jeśli uznamy, że architekturą są budynki, oni działają poza budynkami. Architektura jest szerokim pojęciem. Ta działalność może wynika z tego, że pozycja największych jest ustabilizowana i trudno się przebić. Trzeba mieć tyle siły, żeby się przebić, że kto się przebije, ten się pewnie utrzyma, ale można być bardzo zdolnym – i się nie przebić. Działanie w nurcie społecznym może być łatwiejsze niż w brutalnej rzeczywistości firm, które walczą o zlecenia obniżając koszty, ale niektórzy czują po prostu wewnętrzną potrzebę, żeby zająć się innymi tematami. Chcą się odnaleźć poza systemem komercyjnych budynków. To dobrze, taka działalność jest korzystna. W latach 90. ludziom było względnie obojętnie, co powstaje, bo cieszyli się, że w ogóle powstało. Teraz zwracamy uwagę, co, gdzie i jak się buduje. Społeczeństwo ma swoje oczekiwania. Na ogół mam negatywne skojarzenia z lewicowością, kojarzy mi się z komunizmem, gdzie tworzy się przestrzeń, która jest niczyja. Natomiast jeśli w obywatelach rodzi się potrzeba dbania o przestrzeń publiczną, to bardzo dobrze. Architekci podróżują, studenci wyjeżdżają, obserwują, co się dzieje w Europie, wracają, widzą niszę, gdzie mogą się odnaleźć i dobrze się czują. To nie musi być gra zero-jeden, że albo rynek jest jedynym wyjściem, albo cała przestrzeń jest wspólna.

 

Muzeum Wojska Polskiego
Muzeum Wojska Polskiego

– Co dla Pana jest odniesieniem?

– Dla mnie odniesieniem jest pracownia i zespół. Jesteśmy w pewnym sensie zamknięci, to znaczy ludzie, którzy chcą do nas dołączyć, czują, że mają podobną świadomość projektową, a z drugiej strony my szukamy podobnych osób. Ludzie w zespole mają różne poglądy i nawet skrajnie różne. Mimo to jesteśmy organizmem. Jeśli któregoś elementu zabraknie, to organizm przestaje działać. Teoretycznie każdy organ można zastąpić, ale lepiej, jeśli organizm jest spójny. Znaleźliśmy pewną niszę, która polega na tym, że dobrze się czujemy na kapitalistycznym rynku budowlanym, ale chcemy brać udział w projektowaniu publicznych obiektów kultury. Mamy taką potrzebę. Bierzemy udział w konkursach, które zawsze mają tę cechę, że nie trzeba być starym wyjadaczem albo sławnym architektem, żeby wygrać konkurs. Konkurs może wygrać każdy. Liczy się jakość projektu. Konkursy publiczne rządzą się innymi prawami niż twardy rynek architektury, gdzie trzeba szukać klientów i zleceń. Można być bardziej bezkompromisowym.

 

– Po międzynarodowym konkursie będziecie realizować projekt dla Uniwersytetu Warszawskiego, Europejskie Centrum Edukacji Geologicznej w Chęcinach, gdzie na pierwszy plan wysuwa się nietypowe użycie materiałów budowlanych. Co to będzie za obiekt?

– Zastosowaliśmy rozwiązania, które w pewnym sensie powinny być oczywistością, bo należy korzystać z lokalnych materiałów. Jest to premiowane na płaszczyźnie ideowej jak też w różnych certyfikatach. Chodzi na przykład o transport, bo uważa się, że nawet jeśli lokalny kamień jest trochę droższy, to globalnie jest tańszy, ponieważ nie trzeba go importować, przewozić. Jest to podejście ideowe, ale jest też podejście praktyczne, ekonomiczne, które polega na tym, że wiemy, jak lokalny materiał będzie się zachowywał w określonym klimacie i warunkach atmosferycznych. W Chęcinach powstanie budynek wkopany w ziemię, gdzie ściany podziemnej sali audytoryjnej będą ze skały. Mamy wykop, którego ściany są ze skały. W Skandynawii znają tego typu rozwiązania, one mają uzasadnienie. Druga rzecz to użycie kamienia na zewnątrz. Chcieliśmy, żeby kamień był odzyskany z tego, co zostanie wykopane z ziemi na budowie. Było to niemożliwe. Będzie lokalny kamień z pobliskiego kamieniołomu. Trzeci element to roślinność, natura, korzystanie z lokalnych gatunków roślin, na dachach i w zagospodarowaniu terenu. Podobną sytuację mieliśmy w muzeum w Palmirach, gdzie dobieraliśmy rośliny wspólnie z dyrekcją parku narodowego.

 

Bałtycki Park Sztuki
Bałtycki Park Sztuki

– W kilku realizacjach stosujecie bardzo podobne rozwiązania materiałowe.

– Jak najbardziej. Na pewno lokalny materiał jest dobrym rozwiązaniem, ale nie powinien być jedyną doktryną. Najłatwiej jest z doborem roślin, ich rola na zewnątrz jest jasna. W przypadku materiału budowlanego jest to kwestia idei, transportu, globalnego działania. W Palmirach materiałami były beton, corten i szkło. W Chęcinach będzie kamień, beton i szkło. W Muzeum Wojska Polskiego znów odsłonięty beton, corten, szkło. W Palmirach wybór cortenu był oczywisty ze względu na charakter miejsca. On w Polsce w latach 70. i 80. był używany, chociaż o nim się nie mówiło, potem został zapomniany. Teraz przeżywa drugą młodość. Kamień jest oczywisty. Beton uważa się za najbardziej szczery, a w naszej filozofii projektowania – uzasadniony. Daje duże możliwości kształtowania efektu wizualnego, od mrocznego i ciężkiego po łagodny i delikatny. Czuję się bardzo związany ze sferą budowlaną, ale uważam, że powinna istnieć równowaga między ideą a realizacją. Z drugiej strony, sama duchowość, tylko na papierze, byłaby absurdalna.

 

– Dziękuję za rozmowę

Paweł Pięciak

 


 

Życiorys

Architekt Szczepan Wroński
Architekt Szczepan Wroński

Architekt Szczepan Wroński jest współzałożycielem pracowni WXCA (2007). Ukończył Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Pracownia jest znana z tego, że stara się znaleźć najlepsze formy dla gmachów wznoszonych w trudnych, specyficznych historycznych kontekstach. Architekci zdobyli uznanie realizacją pawilonu muzealnego w Palmirach pod Warszawą (nominacja do europejskiej nagrody Miesa van der Rohe, wyróżnienie w konkursie Polski Cement w Architekturze) i wygraną w konkursie na Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie (trwają przygotowania do realizacji). WXCA, będąc na rynku kilka lat, jest już kolekcjonerem nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych i urbanistycznych: I miejsce w międzynarodowym konkursie na opracowanie koncepcji Bałtyckiego Parku Sztuki w Pärnu (organizator: Foundation for the Museum of New Art, 2013 r.); I nagroda w konkursie na opracowanie koncepcji przebudowy budynku starej elektrowni na potrzeby Galerii Arsenał i zagospodarowania bulwaru nad rzeką Białą w Białymstoku; nagroda główna Grand Prix „Leonardo 2011?” przyznana podczas Biennale Młodych Architektów w Mińsku pod patronatem UIA (w konkursie zaprezentowano 368 projektów autorstwa 272 uczestników z 22 krajów Europy i Azji); nominacja do Nagrody Roku Stowarzyszenia Architektów Polskich 2011; II miejsce w międzynarodowym konkursie na opracowanie koncepcji zagospodarowania obszaru Łazienek Królewskich o powierzchni 2,5 ha, stworzenie koncepcji Ogrodu XXI wieku oraz wkomponowanie w ten obszar pawilonu wystaw czasowych; II nagroda w międzynarodowym konkursie (i zaproszenie do realizacji) na opracowanie koncepcji architektoniczno-budowlanej zespołu pięciu budynków dla Uniwersytetu Warszawskiego w Chęcinach, II miejsce w konkursie na opracowanie koncepcji Pawilonu Polski na Wystawę Światową EXPO 2015 w Mediolanie.


Galeria Zdjęć