Aktualności / Poskramianie pierwotnych żywiołów

Poskramianie pierwotnych żywiołów

Na hiszpańskiej Teneryfie działa architekt, dla którego praca z betonem to praca z dzikim żywiołem. Fernando Menis zrealizował w Toruniu budynek, którego architektura przypomina o odwiecznym marzeniu człowieka, a jest nim panowanie nad potężniejszymi od nas siłami natury. Obiekt zdobył wyróżnienie w XX konkursie „Polski Cement w Architekturze”. Ze strony polskiej nad realizacją czuwała pracowania Studio A4 Jacka Lenarta.

  

O Jordankach, budzących w mieście spore emocje, można usłyszeć: „czegoś podobnego jeszcze w Polsce nie było”. Istotnie, idea tego obiektu przywędrowała do Torunia ze słonecznych Wysp Kanaryjskich u zachodnich brzegów Afryki. Jeśli to prawda, że każdy z nas jest kształtowany przez miejsce, w którym się urodził; krajobraz, który oglądał; kulturę, w której dojrzewał; klimat, którym oddychał, to Fernando Menis jest prawdziwym dzieckiem Południa. Wychował się na Teneryfie, wykształcił w Barcelonie, a buduje najchętniej na rodzinnej wyspie. Wyspa jest pochodzenia wulkanicznego. Ma skalisty, górzysty, miejscami surowy krajobraz i zwrotnikowy klimat. W suchym i ciepłym klimacie niewiele trzeba, by wybudować solidny dom. Można wykorzystać ukształtowanie terenu, przetransportować na miejsce stos kamieni i skorzystać z kilku innych lokalnych materiałów, jak tuf wulkaniczny czy drewno. Fernando Menis jest architektem właśnie takich pierwotnych form, które wydają się ukształtowane przez przyrodę i jej potężne siły, a nie przez delikatną rękę człowieka. Siły przyrody, których człowiek nigdy nie opanuje – lawina kamieni idąca z gór, trzęsienie wywołane ruchem płyt tektonicznych; stygnąca lawa, z której nagle powstaje nowy krajobraz. Monumentalne zjawiska i monumentalne architektoniczne formy. Oto centrum koncertowe Magma w pustynnej części Teneryfy – konstrukcja z betonu i kamieni ułożona pozornie bez ładu, z wnętrzami przypominającymi jaskinię. Oto kościół Chrystusa Odkupiciela w La Laguna – świątynia z betonu rozłupanego na części przez tajemnicze siły albo zwyczajną pracę górotworu. Stadion lekkoatletyczny Insular w Santa Cruz przypominający prehistoryczny wulkaniczny krater wypełniony betonem i kamieniami. Pierwotny charakter tego budowania (pierwotny w cudzysłowie, bo przecież zgodny z przepisami i wszystkimi normami, które stoją na straży współczesnego budownictwa) powoduje, że Menisa raczej trudno nazwać twórcą cyzelowanego w nieskończoność artystycznego detalu. Jest raczej architektem masy i siły. Beton ze swoją naturalną wagą, chropowatością, pierwotnością, niedoskonałością – jest w tego typu pracy najlepszym sprzymierzeńcem. Dlatego Fernando Menis, twórca dzikich form, korzysta z betonu, traktując go tak, jakby był materiałem naturalnym, występującym w samej przyrodzie.

null

W Toruniu mamy obiekt, którego idea przypłynęła do miasta z drugiego końca świata. W Jordankach bez trudu znajdziemy motywy, które przewijają się przez twórczość hiszpańskiego projektanta. Budynek, będąc funkcjonalną jednością, składa się przecież z czterech osobnych brył. Rozłupana – przez kogo? – na cztery części masywna skała wynurzyła się z ziemi na własnych zasadach, które są silniejsze od śmiesznych ludzkich prób panowania nad żywiołem. Wydaje się, że na końcu tego procesu rzeźbiarz czy architekt miał tylko kosmetyczną pracę do wykonania. Dłutem dopracował kształty naturalnego górotworu i doprowadził je do bardziej cywilizowanych form. Szkielet czterech modułów to żelbetowa konstrukcja. Puste miejsca powstałe po „rozpadnięciu się” betonowych skał zostały przykryte szklanymi świetlikami (architekt nazywa je peceras, czyli akwaria). Skórą górotworu jest dziesięciocentymetrowa warstwa betonu elewacyjnego na kruszywie melafirowym, z szalunkiem na sosnowych deskach ułożonych pod kątem 45 stopni. Niewielkie, wybrane fragmenty elewacji, przyciągają uwagę intensywnym kolorem cegły. To fragmenty pokryte konglomeratem betonowo-ceglanym, który pełnię swoich możliwości pokaże we wnętrzach. Dlatego wejdziemy do środka.

Jordanki, by być ścisłym – to wielofunkcyjne centrum koncertowo-kongresowe. Dlatego jego sercem są dwie sale audytoryjne (duża i kameralna), odpowiednio na 882 i 287 miejsc. Tu zaskoczenie – sale znajdują się częściowo pod ziemią, tak jak większość kubatury budynku. Okazuje się, że formacje „skalne”, które obserwowaliśmy z poziomu ulicy, są całkiem dosłownie wierzchołkiem góry lodowej i nie przekraczają 18,5 m wysokości. Jordanki to niski obiekt, bo większość kubatury została ukryta pod powierzchnią gruntu. Nie ze względu na czyjeś fanaberie, ale wytyczne konserwatorskie. Centrum stoi w bezpośrednim sąsiedztwie Starego Miasta, w pasie zielonej otuliny, która miejscami do złudzenia przypomina krakowskie Planty. Tymczasem każda sala widowiskowa wymaga wysokiego (niekiedy na 25-30 m!) nadscenia, które jest niezbędne ze względu na maszynerię i technologię sceny. Dlatego sale koncertowe czy opery to budynki dobrze widoczne w miastach – również przez swoją wysokość. W Jordankach budowa szła bardziej w głąb niż w górę, a dno imponującego dwuhektarowego wykopu, otoczonego ścianami szczelinowymi, znajdowało się nawet 10 m poniżej lustra wód gruntowych.

null

Wchodzimy do budynku. Betonowe ściany w peceras mają szalunek odbity w poziomie (to część kodu porządkującego: wnętrza dla publiczności szalowane poziomo, wnętrza dla artystów pionowo, a fasady pod kątem), a ściany foyer są wyłożone szarym konglomeratem z betonu i tufu wulkanicznego przywiezionego z Teneryfy. W foyer już po raz drugi stykamy się z pikado, którego elementy obserwowaliśmy na elewacji. Trzecie zetknięcie, najpełniejsze, będzie miało miejsce w audytorium. To dzięki pikado w Jordankach czujemy się „jak w jaskini” albo grocie o bardzo złożonej geometrii. Czym jest pikado? To autorski pomysł Fernanda Menisa certyfikowany w hiszpańskim laboratorium i Instytucie Techniki Budowlanej. Okładzina, skóra, przytwierdzana do betonowych ścian. Konglomerat składa się z dwóch warstw: warstwy żelbetu (5 cm) zbrojonego siatką, w której zatapia się stalowe marki do mocowania na konstrukcji wsporczej i z warstwy wykonanej z łamanych kawałków cegły lub tufu, ułożonych losowo i zalanych betonem. Po stwardnieniu warstwa licowa jest skuwana – ręcznie! – do grubości ok. 3 cm (pikado po hiszpańsku to nacięty, kłuty, tłuczony). Obie warstwy stanowią integralną całość. Końcowa grubość konglomeratu waha się między 7,5 a 8 cm. Pojedyncze elementy pikado to trójkątne płyty, które na budowie łączy się na mokro w duże, przestrzenne, geometryczne formy. Łączenie ze sobą płyt pod różnymi kątami to kolejna porcja ciężkiej pracy: najpierw spawano ze sobą pręty zbrojeniowe sąsiednich elementów, potem na styku dwóch płyt układano kawałki cegły lub tufu i betonowano. Po stwardnieniu skuwano ręcznie. Dzięki tej metodzie miejsca łączenia płyt są niewidoczne. Na koniec pikado podwiesza się do ścian i sufitów za pomocą stalowych przestrzennych konstrukcji wsporczych. W Jordankach wisi ponad 2100 takich płyt o powierzchni przekraczającej 4000 tys. m kw.

null

Jordanki, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się snem szalonego wizjonera, zostały umiejętnie, a nawet dyskretnie – jeżeli można użyć tego słowa w odniesieniu do niepohamowanej wyobraźni projektanta – osadzone w mieście. Przestrzeganie reguł kontekstu urbanistycznego jest w Polsce rzadkością. W Toruniu się udało. Budynek stanął w miejscu nieistniejącej już fosy, niegdyś otaczającej bastiony strzegące średniowiecznego miasta. Już w dwudziestoleciu międzywojennym powstały tu dwa monumentalne w wyrazie budynki: Okręgowa Dyrekcja Kolei Państwowych i Bank Rolny. W 2008 roku pierzeję kontynuował budynek CSW Znaki Czasu. Jordanki uzupełniły linię zabudowy tworzoną wzdłuż alei Solidarności i Wałów Sikorskiego. Warto zaznaczyć, że więcej niż 50 procent działki pozostało wolne z przeznaczeniem na ogólnodostępną przestrzeń rekreacyjną dla mieszkańców.

null

Międzynarodowy konkurs architektoniczny na Centrum Kongresowo-Kulturalne miał miejsce w 2008 roku. Budowa trwała tylko dwa lata (2013-2015). Koszt inwestycji wyniósł 252 mln zł. Na koniec coś, co torunianie głęboko trzymają w sercu, a do czego w oficjalnych rozmowach rzadko się przyznają. Tą inwestycją zyskali punkty w zażartej rywalizacji, jaką toczą z oddaloną tylko o 45 km Bydgoszczą, o prymat najważniejszego miasta w województwie kujawsko-pomorskim; rywalizacji, która ma bardzo długą historię, a nasiliła się po reformie samorządowej Polski wprowadzonej w 1999 roku.

 

Paweł Pięciak

 


Galeria Zdjęć